O dyskach słów kilka

Podobno w naszym ciele jest tak, że gdzie anatomia sobie nie radzi tam wciska dysk.
Dyski mamy nie tylko w kręgosłupie. Są one także w spojeniu łonowym, w stawie barkowo – obojczykowym, łokciowo – nadgarstkowym, skroniowo – żuchwowym. Można śmiało stwierdzić, że łąkotki w kolanie również są czymś w rodzaju dysku.
Struktury te pełnią różne funkcje w organizmie. Ułożone poprzecznie pomagają w amortyzacji (łąkotki, krążki międzykręgowe), reszta natomiast ma służyć lepszemu kontaktowi powierzchni stawowych. Mówi się również, że kontrolują one, poprzez zawarte w nich mechanoreceptory, jakość ruchu niektórych łańcuchów kostno-mięśniowych i gdy ten jest nieprawidłowy, mogą generować ból.

Dzisiaj jednak poświęcę trochę znaków tym szczególnym dyskom, o nich mówi się najwięcej, ich rola (podobno) jest najważniejsza i mogą powodować największe problemy.
Wyróżnia się wśród nich dwie główne składowe – jądro miażdżyste które można porównać do kuli wypełnionej wodą, oraz pierścień włóknisty czyli jego kolagenowo – elastynowa otoczka. Włókna te nie przebiegają jednak równolegle czy prostopadle. Biegną mniej więcej pod kątem 45 stopni względem siebie aby móc zapewnić naszemu dyskowi możliwie jak największą odporność na ciśnienie z wewnątrz.
Dyski kręgowe są żywymi strukturami. Są one nieustannie (do pewnego wieku) odżywiane, unerwiane oraz otoczone przez sploty żylne i limfatyczne. Nie są więc strukturami biernymi (co już może się wydawać lekkim szokiem). Podczas gdy chodzimy są one poddawane ciągłej kompresji i dekompresji przez co wymieniają się płynami na zasadzie dyfuzji i osmozy z trzonami kręgowymi. Jako że w trzonach kręgowych, jak w każdej kości, występuje krwiotwórczy szpik kostny, dyski na zasadzie tego mechanizmu otrzymują świeżutką krew po to, aby miały co jeść, rosły duże i silne.
Są one również unerwione. Z każdego segmentu kręgosłupa dociera do dysku na tej samej wysokości gałązka nerwu zatokowo-kręgowy (n. sinuvertebralis). Odbiera on bodźce również z torebki stawowej, fragmentu więzadła podłużnego tylnego oraz z opony twardej. Co ciekawe, jest on ściśle połączony z nerwami autonomicznymi, zatem jego przewlekłe podrażnienie i wywołany przez to ból pleców może wpływać na zaburzenie funkcji narządów i odwrotnie (najczęściej jednak odwrotnie).

Przy zaburzeniach płynowych dysku (bo jak wiemy nasze ciało składa się w większości z płynów i tylko ich nie-zaburzony przepływ może gwarantować prawidłowe funkcjonowanie organizmu) warto wspomnieć również o ciekawym systemie inc-cuff. Jeżeli zatem dysk jest strukturą płynową – może on ulec obrzęknięciu. Obrzęk ten może drażnić chemicznie korzeń nerwowy. Dyski nie wypadają. „Wypadnięty” dysk nie uciska korzenia. Dysk jest co najwyżej obrzęknięty i poprzez nadmiar wody zwiększa swoją objętość wychodząc poza obrąb trzonów kręgowych (chyba że faktycznie mamy jakąś skrajnie dużą patologię). I wystarczy, że na mikrosekundę dotknie on korzenia nerwowego, powstaje w nim stan zapalny dający objawy rwy kulszowej, korzonków czy innego nie wiadomo czego.
Korzeń nerwowy ma również swoje receptory i w świetle kanału kręgowego jest ruchomy, także zawsze ustawi się tak, aby nie było bezpośredniego kontaktu z dyskiem. I nie jest problemem to, że korzeń jest uciskany przez dysk, tylko to, że nie ma możliwości odprowadzenia tego stanu zapalnego z korzenia między innymi dlatego, że niewydolny może być system limfatyczny inc-cuff.
Fizjoterapeuci/osteopaci/szamani nie cofają przepuklin. Odblokowują oni przepływ płynów, przez co przepukliny cofają się same.

Inną już sprawą jest, że zdrowi ludzie mają przepukliny. Wszyscy mamy przepukliny. To dlaczego nie bolą nas plecy?
Zdrowi ludzie których nic nie boli nie robią sobie rezonansów za 6 stów tak z nudów stąd nie mają świadomości, że hodują sobie przepukliny. I co z tego skoro nie odczuwają bólu.
Schemat jest zupełnie inny:
1) bolą nas plecy
2) robimy rezonans
3) mamy przepuklinę
4a) idziemy na operację
4b) leczymy się innymi sposobami, albo samo przechodzi
5b) plecy przestają boleć
6b) robimy rezonans (nigdy się to nie zdarza, ale załóżmy że sobie robimy)
7ba) nadal jest przepuklina
7bb) przepukliny nie ma

Więc w takim razie co ma jedno do drugiego? Najczęściej nic.
Dlatego nie leczy się zdjęć tylko pacjenta