4 zadania dla strength coachów/trenerów przygotowania motorycznego, którzy współpracują ze sportowcami

Co, moim zdaniem, należy robić chcąc dobrze spełniać swoje obowiązki w roli strength coacha/trenera przygotowania motorycznego? Czego powinieneś unikać? Odpowiedź znajdziesz poniżej.

1. DBAĆ O ZDROWIE ZAWODNIKÓW!

Zawodnicy są wyjątkowo narażeni na kontuzje i urazy w trakcie treningów swojej dyscypliny – więc grzechem głównym strength coacha jest kontuzja, która wydarzy się pod jego nadzorem, po prostu nie możemy sobie na to pozwalać. Oczywiście jeden przypadek na 5 – 10 lat to nie dramat, lecz jeśli regularnie pod twoim okiem ludzie zrywają klatę, strzelają im więzadła w ramionach i łapie ich ból kręgosłupa – to znaczy, że jesteś niekompetentny lub stawiasz swoją reputację (jako kogoś kto robi dobre wyniki) ponad zdrowie zawodnika.
Zadaniem związanym także z tym podpunktem jest umiejętne rozpisywanie i egzekucja ćwiczeń, które zabezpieczą stawy, ścięgna i mięśnie twoich podopiecznych podczas trwającego sezonu (prewencja przed urazem). Uważam, iż dobry strength coach w zespole może zniwelować ilość występowanych kontuzji o kilkadziesiąt procent w stosunku do poprzedniego okresu.
Trzecim zadaniem jest rehabilitacja swoich podopiecznych po urazie. I o ile w ostrej fazie zawsze niezbędny jest lekarz oraz fizjoterapeuta (np. pierwsze 6 – 8 tygodni po rekonstrukcji więzadeł i szyciu łąkotek w kolanie), tak w następnych dniach po ustąpieniu ostrego stanu zapalnego i przywróceniu przyzwoitego zakresu ruchu do gry powinien wejść trener przygotowania fizycznego, który wie lepiej jak odbudować osłabiony mięsień, wzmocnić struktury i przywrócić zawodnika do pełnej sprawności. Zawsze powtarzam, że fizjoterapia to fizjoterapia, a trening to trening i należy rozdzielać obie rzeczy.

2. PODNOSIĆ TYLKO I WYŁĄCZNIE UMIEJĘTNOŚCI I ZDOLNOŚCI FIZYCZNE

Zawodnik z którym pracujesz ma swojego trenera od techniki, strzałów, podań, rzutów elementów taktyki czy obrony. Nie próbuj „polepszać jego umiejętności technicznych” poprzez symulację ruchów, które wykonuje podczas treningu techniki dodając do tego niestabilne podłoże, gumy czy jakiekolwiek elementy utrudniające propriocepcję. Dlaczego? Bo jesteś trenerem przygotowania fizycznego i guzik wiesz o elementach technicznych. To po pierwsze. Po drugie, trening na niestabilnym podłożu zmniejsza produkcję mocy i siły mięśniowej – a jej zwiększanie jest naszym zadaniem. Po trzecie, dodawanie utrudnień np. kozłowanie piłki na bosu dla koszykarza czy przywiązywanie ręki do taśmy piłkarzowi ręcznemu podczas symulacji oddawania strzału utrudnia koncentrację nad prawidłowym wykonaniem elementów technicznych, gdyż zawodnik musi koncentrować się nad czymś, co w jego dyscyplinie nie istnieje. Badania Erica Cresseya oraz prywatne rozmowy z Dr. Johnem Rusinem upewniają mnie w tych faktach. Leczenie skręconej i niestabilnej kostki to jedyne słuszne rozwiązanie dla bosu dla większości dyscyplin sportowych. Dajmy naszym zawodnikom, szybkość, gibkość, zdolność reagowania, siłę, masę mięśniową, moc, skoczność a nie próbujmy naśladować i utrudniać zachowań z areny sportowej, zostawmy to trenerom dyscypliny. Oczywiście fajne jest podejście i wybór ćwiczeń związanych z biomechaniką danej dyscypliny np. zercher rack pull / zercher squat dla zapasów (symulacja i wzmacnianie mięśni odpowiedzialnych za wynoszenie z parteru), czy np bułgary i przywodzenie kopenhaskie dla piłkarzy (wzmacnianie partii odpowiedzialnych za wślizg czy strzał piłki). Co do narciarstwa alpejskiego i zaawansowanych treningów równowagi, nie mam zdania, być może są przydatne. Należało by to rzetelnie zbadać.

3. TRENING NIWELUJĄCY SŁABOŚCI A NIE PREZENTOWANIE ZDOLNOŚCI ATLETYCZNYCH

Wszyscy lubimy się popisywać i chwalić przed innymi – trenerzy również. Lecz prezentowanie umiejętności zawodnika podczas treningu, które miał je od zawsze aby się pokazać jest co najmniej żałosne. Trening skoczności z koszykarzem, który łapie obręcz zębami jest tak samo bez sensu jak wlewanie ropy do auta na silnik benzynowy. Jeśli ten koszykarz co sezon skręca trzy razy jedną kostkę, a jego przysiad do 50kg x 2, to prowadzisz jego trening źle. Trening motoryczny ma za zadanie eliminację najsłabszych ogniw. Sama eliminacja pozytywnie wpłynie na resztę aspektów motorycznych. Naszym zadaniem w pierwszej kolejności nie jest poprawa skoczności zawodnika, którego skoczność jest jego najlepszą cechą. Naszym zadaniem jest, aby podczas egzekwowania skoczności w trakcie wykonywania dyscypliny nie robił sobie krzywdy, aby stał się szybszy lub silniejszy, bo te elementy prawdopodobnie u niego kuleją. Gdy uzyskamy poprawę w tamtych elementach, otrzymamy kompletnego zawodnika i będziemy mogli poprawiać inne szczegóły, które już są na wysokim poziomie. Fajnie, że wrzuciłeś film na instagram gdzie gość, z którym pracujesz ma 1.10 m dosiężnego, ale pokaż nam – ile skakał pół roku wcześniej. Założę się iż są to podobne liczby.

4. JA, JA, JA, JA, JA i JA – EGOCENTRYZM

Zawodnik nie jest twój, nigdy go nie posiadałeś. To gość/dziewczyna z którą masz zaszczyt pracować. To oni przelewają pot na treningach, to oni trzymają „michę”, to oni robią robotę. My im pomagamy i robimy to dobrze albo nieudolnie. Nie ma takiego określenia jak „mój zawodnik” – czas na zmianę myślenia. My jesteśmy dla nich, oczywiście trzeba się promować, aby ludzie mieli wiedzę z kim mają do czynienia, jak szybko praca z tobą przynosi efekt i czy naprawdę jesteś wart tych pieniędzy. Można pochwalić się sukcesem podopiecznych, lecz nigdy nie zrobiłeś tego za nich, jesteśmy elementem układanki składającej się na wynik danego atlety. Za tym jeszcze stoją: sam zainteresowany, rodzice, trenerzy z dzieciństwa, trenerzy dyscypliny, dietetycy, środowisko i także my. Oczywiście cienki strength coach oddala cię od sukcesu, lecz trener przygotowania motorycznego/fizycznego samemu nie stanowi o pełnym sukcesie. Ja to oceniam tak: jeśli w cyklu czteroletnim pracujesz z ludźmi którzy marzą o występie na igrzyskach i część z nich się tam znajduje lub jeśli prowadzisz 13 zespół ligi, który robi znaczny skok w tabeli po sezonie czy dwóch – prawdopodobnie jesteś dobry w tym co robisz. Lecz jeśli za pomocą znajomości trafiłeś do FC Barcelony to jeszcze o niczym nie świadczy, bo dostajesz gotowych zawodników i nawet gdybyś pracował z nimi przez 6 miesięcy na suwnicy smitha, to i tak będą bili się o mistrzostwo Hiszpanii bo są po prostu zbieraniną najlepszych piłkarzy na świecie ukształtowanych przez kogoś innego. Skończmy z kreowaniem własnego nazwiska czy marki za pomocą bycia „guru”.

 

O autorze:
Rafał Chrząszcz – certyfikowany trener przygotowania motorycznego CPS® Level III w SCEC, trener personalny, specjalista ds. żywienia. Jako jeden z nielicznych w Polsce miał okazję zdobywać wiedzę na seminariach oraz szkoleniach u światowej klasy trenera Charlesa Poliquina, gdzie doskonalił się z biomechaniki i kinezjologii ćwiczeń siłowych, tworzenia optymalnych planów treningowych, analizy kompozycji ciała oraz żywienia dla wyników w sporcie.

www.rozwoj-sily.pl