Instruktor, czyli baczny obserwator

Treningi grupowe to formy, w których najwyraźniej widać zmieniające się trendy. Jedna rzecz tylko pozostaje niezmienna – wieloosobowe, często zróżnicowane pod względem sprawności grupy ćwiczących i jeden instruktor, który musi nad tym zapanować. O tym, co jest już passé i co jest aktualnie na topie w zajęciach grupowych oraz specyfice pracy instruktora rozmawiamy z Mathiasem Naujocksem, IFAA Master Instructorem.

 

Zajęcia grupowe prowadzisz od bardzo dawna. Jako tancerz przez wiele lat byłeś zafascynowany formami choreograficznymi, teraz z kolei angażujesz się głównie w formy wzmacniające, np. trening funkcjonalny czy speedball. Podobny trend widać na świecie – jeszcze nie tak dawno na lekcje typu dance czy fatburning, głównie na stepach, był można powiedzieć szał, lecz obecnie ludzie coraz mniej chętnie wybierają zajęcia oparte na choreografiach. Jak myślisz, z czego to wynika?

− Nie tak dawno jeden z niemieckich dziennikarzy zadał mi podobne pytanie. Zapytał mnie, czy zajęcia choreograficzne na stepach powoli odchodzą do lamusa? Moim zdaniem odchodzą. Ten trend widać wyraźnie nie tylko w Europie. W USA obecnie nie prowadzi się tego typu zajęć praktycznie w ogóle. Dlaczego? Moim zdaniem choreografie stały się po prostu zbyt trudne. Kiedyś robiło się proste ruchy, potem instruktorzy zaczęli wprowadzać podskoki, obroty, trudne technicznie kroki, dokładali jeszcze więcej podskoków i jeszcze więcej obrotów. Ludzie przestali już nadążać za prowadzącym. Często takie lekcje prowadzone są niemetodycznie, bez stopniowego, logicznego wyprowadzania kroków, skalowania trudności. Dla instruktora ułożenie choreografii, a następnie nauczenie jej na zajęciach to szalenie trudne zadanie, a nie każdy jest w stanie opanować to perfekcyjnie. Kolejna kwestia to bezpieczeństwo: im więcej gwałtownych ruchów, wspomnianych już podskoków, obrotów na stepie, tym łatwiej o kontuzję. Oczywiście w dalszym ciągu jest sporo miłośników tego typu zajęć i oni chętnie będą w nich dalej uczestniczyć, jednak nie sądzę, żeby przybywali kolejni. Ostatnio na czasie są zupełnie inne metody treningowe.

No właśnie, pomówmy zatem o aktualnych trendach. W ostatnim czasie prawdziwy renesans przeżywa trening funkcjonalny. Czy to moda, czy może rzeczywiście ludzie chcą ćwiczyć świadomie, dbając o swoją sprawność?

− Dokładnie – renesans. Trening funkcjonalny nie jest niczym nowym. To trenerzy nakręcili zainteresowanie nim, a media podchwyciły i sprzedają jako nowość, bo ludzie tego potrzebują: nowych form zajęć, nowych trendów, co jakiś czas chcą czegoś nowego. W tym przypadku wracamy jednak do korzeni, kiedy pracowaliśmy intensywniej nad naszym ciałem i wykorzystywaliśmy pełnię jego możliwości. To właśnie oferuje nam trening funkcjonalny. Jego celem nie jest jedynie uzyskanie atrakcyjnej sylwetki czy też zwiększenie masy mięśniowej, na czym koncentrowaliśmy się przez długie lata, ale przywrócenie czy utrzymanie prawidłowych funkcji motorycznych ciała w kompleksowy sposób. Jestem zwolennikiem treningu funkcjonalnego. Jeżeli jest prowadzony przez dobrze przygotowanego instruktora, przyniesie uczestnikom zajęć naprawdę dużo korzyści.

Wbrew pozorom prowadzenie zajęć grupowych nie jest prostym zadaniem. Pod opieką instruktora na sali może się znaleźć nawet kilkadziesiąt osób. Zazwyczaj są to osoby o różnym poziomie zaawansowania, czasem z przypadłościami, które uniemożliwiają im wykonywanie pewnych ćwiczeń. Jak w związku z tym zoptymalizować trening, aby każdy uczestnik czuł się komfortowo i wyniósł coś dla siebie?

− Nie wiem jak w Polsce, ale w Niemczech instruktorzy już jakiś czas temu zaczęli prowadzić zajęcia grupowe w bardziej bezpieczny dla zdrowia sposób. Mieliśmy na uwadze, tak jak mówisz, że grupy są liczne, każdy uczestnik jest inny. Zdarza się, że na zajęcia przychodzą osoby, które wcześniej nie miały nic wspólnego ze sportem. Nie mogą one zatem od razu wskoczyć na głęboką wodę i wykonywać tych samych ćwiczeń co osoba z dłuższym stażem treningowym. Zaczęliśmy zatem modyfikować ćwiczenia: wychodziliśmy od wersji najprostszej i stopniowo zwiększaliśmy trudność. Jeżeli osoba mniej sprawna uznała, że dla niej jest już zbyt ciężko, zawsze mogła wrócić do prostszej wersji. Czuła się wówczas komfortowo, ponieważ ćwiczyła na tyle, na ile pozwalały jej możliwości. Dla osób bardziej zaawansowanych poprzeczka ustawiona była wyżej, stąd i one mogły poprawiać swoje wyniki. Moim zdaniem taki system ma sens.

Po czym poznać dobrego instruktora?
Dobry instruktor bacznie obserwuje grupę. Zawsze zaczyna od podstawowych wersji ćwiczenia, a potem stopniowo wprowadza uczestnikom kolejne poziomy, aby każdy – niezależnie od swoich predyspozycji – czuł się na tych zajęciach dobrze. Ważne, aby zachęcać ludzi do tego, by próbowali iść dalej, by wychodzili ze swojej strefy komfortu i podejmowali wyzwanie, jakim jest przejście do kolejnego poziomu. Tylko w taki sposób będą w stanie zobaczyć swój progres.

Bolączką naszych czasów jest siedzący, mało aktywny tryb życia. Z tego tytułu pojawia się wiele rozmaitych dysfunkcji, które objawiają się chociażby bolącym kręgosłupem, przygarbioną sylwetką itp. Brak ruchu jak wiadomo pogłębia problem, ale mogą się do tego przyczynić także nieodpowiednie ćwiczenia. Jak zatem pomóc ludziom, którzy przychodzą do nas na zajęcia?

− Dla mnie najważniejszym elementem zajęć fitness jest praca nad mięśniami posturalnymi oraz pilnowanie właściwej postawy ciała podczas wykonywania ćwiczeń. Drugi ważny aspekt to ćwiczenia wzmacniające mięśnie, których nie używamy dostatecznie w trakcie dnia. Ja na swoich zajęciach zwracam szczególną uwagę na górne partie kręgosłupa – przede wszystkim odcinek piersiowy. Mnóstwo osób spędza wiele godzin w pozycji siedzącej, pochylając barki do przodu, zaokrąglając plecy, stąd stawiam sobie za cel wzmocnić mięśnie, które zbytnio rozciągamy, a rozluźnić te, które nadmiernie spinamy. Dodatkowo przykładam dużą uwagę do poprawy mobilności w stawach i elastyczności mięśni. Preferuję wykonywanie ćwiczeń w pełnych zakresach ruchu − jeżeli widzę, że ktoś ma z tym problem, sugeruję mu zacząć od mniejszego zakresu i samodzielnie wyczuwać, na ile maksymalnie może dany ruch wykonać. Kolejną istotną dla mnie kwestią są mięśnie core – staram się tak komponować ćwiczenia, aby moi klienci używali tych mięśni jak najczęściej.

Z tego, co wiem, jesteś trenerem w Hard Candy Fitness w Berlinie, jednym z sieci klubów należących do Madonny. Co wyróżnia te kluby? Czy obserwujesz szczególne zainteresowanie klientów miejscem, za którego konceptem stoi gwiazda muzyki?

− To prawda, pracuje w Hard Candy Fitness jako Master Trener. Obok prowadzenia zajęć z klientami zajmuję się także szkoleniami dla trenerów. Madonna to nie tylko gwiazda muzyki pop, to także niesamowicie sprawna i wysportowana kobieta. Wystarczy popatrzeć na jej teledyski i koncerty. Ma 56 lat, doskonale się rusza i doskonale wygląda. Trenuje naprawdę ciężko. Aby podczas koncertów tańczyć i śpiewać przez kilka godzin, potrzeba żelaznej kondycji. Co do samych zajęć w klubie, to mają one specyficzną strukturę. Uczymy w nich choreografii Madonny. Nie są to zatem typowe zajęcia dance aerobiku, lecz lekcja taneczna o wysokiej intensywności. Wykorzystujemy wiele technik tanecznych, stąd w jednej choreografii mamy zawarte elementy treningu wzmacniającego oraz cardio. Ludzie to lubią, mamy sporo chętnych. Jest to dla nich inne, ciekawe, rozwijające. W ofercie klubu są też inne zajęcia, także takie, jakie można spotkać w typowym klubie fitness, np. pilates, treningi z obciążeniem. Hard Candy to jak widać nieprzypadkowa nazwa – mamy tu trenować ciężko (hard), aby wyglądać słodko (candy).

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na szkoleniach w Polsce.

 

Fot.  archiwum Mathias Naujocks/ IFAA