Jestem poszukiwaczem

O początkach kariery, o inspiracjach i o tym, co jest ważne w pracy trenera rozmawiamy z damą polskiego fitnessu Anetą Figurską, współzałożycielką szkoły Open Mind.

Fitness to nie tylko pani praca. To wielka pasja i przygoda życia. Jakie były jej początki?
− Fitness to dla mnie połączenie moich trzech największych pasji życiowych: tańca, sportu i fizjoterapii. Sport, i to ten na poziomie wyczynowym, obecny był w moim życiu odkąd sięgam pamięcią. Od początku szkoły podstawowej aż do jej ukończenia trenowałam pływanie, osiągając w tym czasie całkiem niezłe wyniki (m.in. mistrzostwo Polski juniorów na 800 m kraulem). W tym okresie na pewno więcej czasu spędziłam w wodzie niż na lądzie. To, że nie zostałam „wcześniejszą Otylią”, było chyba spowodowane tym, że w pewnym momencie odczułam znużenie tą dyscypliną sportu. Do dziś raczej wolę przyglądać się innym, wygrzewając ciało na słońcu, niż sama taplać się w wodzie.
Niewątpliwie jednak pływanie zahartowało mnie jako sportowca i człowieka na resztę życia i spowodowało, że tak naprawdę już od sportu nigdy nie odeszłam. Gdzieś w głębi mojej duszy zawsze rozbrzmiewała muzyka, a pod skórą czułam wibracje tańca, który stał się w następstwie wczesnego zakończenia kariery pływackiej moją największą pasją. Nigdy nie zapomnę przepięknej sukni, którą dostałam od mamy na swój pierwszy turniej tańca towarzyskiego, i emocji towarzyszących zawodom. Taniec to bez wątpienia moja największa miłość, moje niespełnienie, ale do dziś mój najlepszy sposób na wyrażenie siebie, swoich uczuć, emocji, stąd tak silne zaangażowanie w takie formy jak Pilates Dance, Mental Dance, Modern, Jazz, Latino, TriloChi i taniec w rytmie ¾.

 

Z pasji do sportu narodziła się też pasja do przekazywania wiedzy innym. Jest pani współzałożycielką jednej z największych szkół fitness w Polsce.
− Pomysł założenia szkoły fitness pojawił się wiele lat temu, gdy wraz z Izą Stasikowską, wówczas menedżerem klubu, prowadziłyśmy zajęcia w nowo otwartym klubie fitness w Hotelu Radisson (wówczas World Class). Wielkie zainteresowanie klientów udziałem w zajęciach spowodowało konieczność wykształcenia nowej kadry. Zupełnie świeżych w tym fachu ludzi musiałyśmy wykształcić na instruktorów fitness. Opracowywanie najefektywniejszych sposobów nauczania, zgłębianie wiedzy w tym zakresie, częste podróże za granicę w celu własnej edukacji, stały się w efekcie przyczynkiem do powstania nowej idei. Chciałam oderwać się od istniejących schematów. Czegoś mi w tym narzuconym i wyuczonym dotychczas nurcie brakowało. Stąd pomysł na stworzenie szkoły, dzięki której mogłyśmy otworzyć swoje umysły, dać ponieść się energii i wsłuchać w głosy naszych serc. Naszym hasłem stało się „open your mind” ‒ stąd nazwa szkoły. Opracowałyśmy wiele nowatorskich programów szkoleniowych, a stworzenie Szkoły Open Mind Health & Fitness Idea stało się naturalnym następstwem naszych działań. Młodzi to kupili, byli i są z nami.

 

Wspomniała pani o podróżach zagranicznych po wiedzę. Od lat szkoli się pani u najbardziej cenionych ekspertów w dziedzinie fitness. Który z nich zrobił na pani największe wrażenie? Kto jest dla pani największą inspiracją?
− Nie mogę wymienić tylko jednej osoby. Przez wiele lat miałam przyjemność spotykać na swojej drodze wielu wyjątkowych ludzi, którzy mnie inspirowali na każdym etapie mojej podróży poprzez różne formy fitnessu, począwszy od tańca przez treningi interwałowe, lekcje sprzętowe, aqua, body & mind aż po formy prozdrowotne (w tym mój ukochany pilates). Wiele z tych osób, jak Bogna Janik czy Lucia Schmidt, inspirują mnie niezmiennie od wielu lat. Jestem ciągłym poszukiwaczem, niezadowalającym się tym, co wiem i co znam. Często właśnie w swoich poszukiwaniach trafiam na cudowne osoby, którym za te inspiracje jestem ogromnie wdzięczna. Staram się to przekazywać dalej, inspirując innych, zarażając swoją pasją.

 

Jak ocenia pani rynek usług szkoleniowych w Polsce w porównaniu z ofertą szkół zagranicznych?
− Polski rynek usług szkoleniowych, zwłaszcza w dziedzinie fitnessu, bardzo rozwinął się w ostatnich latach. Kilkanaście lat temu oprócz Open Mind było jedynie kilka szkół tego typu. Rozwijająca się w błyskawicznym tempie branża zrodziła jednocześnie zapotrzebowanie na szkolenia instruktorów. Dziś, obok kilku znanych od lat i już uznanych w naszym kraju szkół, powstają liczne tzw. szkółki, tworzone niemal w każdym klubie fitness. Ich ogromna liczba, brak jednolitej weryfikacji jednostek szkoleniowych, wpływa niestety na jakość oferowanych szkoleń, których poziom pozostawia często wiele do życzenia… Za granicą liczą się szkoły z długoletnią tradycją, które przez lata pracowały nad stworzeniem wysokich standardów. Mam nadzieję, że w Polsce też tak będzie.

 

Na przestrzeni lat wykształciła pani tysiące instruktorów i trenerów. Na jakie umiejętności kładzie pani największy nacisk? Co pani zdaniem jest najważniejsze w pracy instruktora i trenera?
− Jako pedagog powinnam powiedzieć, że podstawą jest gruntowne wykształcenie i uznaję to za warunek niepodlegający dyskusji. Jednak równie istotne są takie cechy jak otwartość, szczerość i pasja. Być drogowskazem dla innych na drodze do poznawania swojego ciała i duszy oraz realizowania swoich potrzeb – to jest ważne. Pasja to wielka siła sprawcza, stąd podczas szkoleń my wszyscy − Master Trenerzy Open Mind − staramy się tą pasja zarażać.

 

Jak ocenia pani współczesne podejście młodych trenerów do kształcenia się, rozwijania swojego warsztatu?
Dawniej brak fachowej literatury, ograniczony dostęp do szkoleniowców i szkół zagranicznych, przyczyniały się do tego, iż właśnie na naszych barkach spoczywała odpowiedzialność za wykształcenie w Polsce instruktorów na wysokim światowym poziomie. Jak widać, nie najgorzej spisaliśmy się, skoro nasi absolwenci pracują w wielu znanych klubach, również za granicą, będąc cenionymi specjalistami w dziedzinie health & fitness. Dziś proces kształcenia młodych ludzi jest nieco inny. Świat stał się globalną wioską również i w tym zakresie. Współczesne środki komunikowania się dają ogromne możliwości przekazywania i zdobywania wiedzy. Często jednak używane są jedynie jako miejsce prezentacji lub zarobienia tzw. łatwych pieniędzy. To wszystko sprawia, że w sieci pojawia się zatrzęsienie różnorakich informacji, filmików na każdy fitnessowy temat. To znak czasów. Jest pięknie, kolorowo, ale w natłoku informacji instruktorzy błądzą latami w wirtualnym świecie, tracąc cenny czas. Niestety, cierpią na tym klienci, którzy trafiają na lekcje do wyedukowanego w ten właśnie sposób instruktora. Filmiki i ćwiczenia oglądane w zaciszu domowym mogą być jedynie uzupełnieniem wiedzy zdobytej w trakcie szkoleń i warsztatów prowadzonych przez fachowców. Przez brak rzetelnej wiedzy i doświadczenia w tak wrażliwej dziedzinie jaką jest fitness, można łatwo wyrządzić krzywdę drugiej osobie. O tym powinni pamiętać wszyscy, którzy chcą służyć innym.

 

Specjalizuje się pani w technikach body & mind. Która z nich jest pani najbliższa? W której się pani najlepiej odnajduje?
− Bliskie jest mi wszystko, począwszy od jogi, tai-chi, przez qigong, feldenkraisa, gyrokinesis. Jednak moją największą fascynacją, ze względu na ogromne możliwości jakie daje, jest pilates we wszystkich możliwych odmianach: rehabilitacyjny, dance pilates, pilates na maszynach cadillac, reformer, wunda chair, spine corrector, ladder barrel, pilates z wykorzystaniem małego sprzętu (bosu, piłki o różnych rozmiarach, flow tonic, taśmy, rollery, circles, dyski). Efektem tej specjalizacji są liczne szkolenia, jakie tworzę i prowadzę w Open Mind Pilates School, w tym kompleksowe szkolenie pilates na maszynach i drobnym sprzęcie OM Pilates Studio. Obok pilatesa niezmiennie i dozgonnie będzie towarzyszył mi taniec, a zwłaszcza TriloChi oraz ¾ Dance. Stąd też z ogromną przyjemnością prowadzę takie zajęcia jak i szkolę instruktorów.
Coś jest w pilatesie, bo cieszy się w Polsce niesłabnącą popularnością od lat. Z czego to wynika pani zdaniem?
− Pilates jest fantastyczną formą ruchu, niezbędną w każdej innej aktywności. Jest odkrywczy dla każdego, kto zaczyna ćwiczyć. Pilates pobudza głębokie mięśnie, z których istnienia większość osób w ogóle nie zdawała sobie sprawy. Co najważniejsze, ta forma ruchu pozwala na poznanie własnego ciała i jego potrzeb. Z uwagi na wielość modyfikacji ćwiczeń i różnorodność form wspaniale sprawdza się zarówno jako metoda terapeutyczna w rehabilitacji, jak i genialny trening uzupełniający dla sportowców i tancerzy. Pilates skierowany jest zarówno do młodych, jak i osób w podeszłym wieku. Jest dla kobiet, także w ciąży, jak i dla mężczyzn. Mogę podać najbliższy mi przykład – mojego męża, który jak większość panów chcących być fit uważał do pewnego czasu, iż jedyną drogą jest ekstremalny wysiłek: duże ciężary na siłowni, kilkadziesiąt kilometrów na rowerze, tenis. Te, oczywiście odpowiednio dozowane formy wysiłku, są jak najbardziej pożądane. Natomiast dla pogłębienia sprawności, zwiększenia elastyczności, a nade wszystko zwiększenia świadomości własnego ciała, pilates jest idealnym panaceum. O tym przekonał się także mój mąż.


Pilates to dziedzina, która nieustannie się rozwija, powstają jego nowe odmiany wykonywane ze sprzętem i bez, a także łączące elementy innych dyscyplin, np. tańca, jogi, a nawet… boksu. Czemu to służy? Czy tradycyjny pilates w pewnym momencie zaczyna ludzi nudzić?
− To nie kwestia znudzenia, ale progresji treningu, konieczności przechodzenia na kolejne poziomy zaawansowania, a jednoczenie odkrywania swoich słabości i próby ich przełamywania. W każdej dziedzinie życia, zwłaszcza w sporcie, pragniemy przełamywać bariery, doskonalić się, osiągać wyższe cele. Pilates to wciąż nie do końca odkryta wyspa, jeszcze pełna zagadek, ale i pozytywnych zaskoczeń. Dla pogłębienia świadomości ciała i samorozwoju poszukujemy wciąż nowych odmian, technik, a także specjalistycznego sprzętu, co ma sprawić, że ćwiczenia będą bardziej efektywe, ciekawsze i będą lepiej służyć naszemu zdrowiu.

 

Mogłybyśmy jeszcze długo rozmawiać o pani pilatesie, o studiu, które pani prowadzi. We wszystkim, co pani robi, wyczuwa się tyle energii i zaangażowania. Co uważa pani za swój największy sukces?
− Na to pytanie w pełni mogłabym odpowiedzieć gdzieś za około ćwierć wieku, jeśli Pan Bóg pozwoli. Jak do tej pory, w tym miejscu i tym czasie, jestem po prostu szczęśliwa, że mogę dawać innym cząstkę siebie i to wcale niemałą. To olbrzymia satysfakcja słyszeć od swoich klientek (klientów także oczywiście), iż po kilku zajęciach czują się lepiej, nie tylko fizycznie. Sprawia mi autentyczną radość, iż mogę tę swoją pasję przekazywać innym, zarażać tym młodych ludzi, chłonnych wiedzy, przyszłych instruktorów i trenerów. Na koniec pozwolę sobie na coś bardzo osobistego. Nie miałabym tej radości w sercu, gdyby nie moi trzej faceci, którzy dzielnie i z wyrozumiałością znoszą trudy bycia mężem i synami wiecznie zajętej, często nieobecnej i ciągle ględzącej o pilatesie baby.


Dziękuję za rozmowę.

Fot. archiwum własne Aneta Figurska