Joga, czyli przede wszystkim nie krzywdzić

W „New York Times” z 5 stycznia 2012 roku ukazał się artykuł, który stawia tezę, że joga może zniszczyć nasz organizm. Poprosiliśmy Łukasza Zalewskiego, nauczyciela jogi, współwłaściciela Instytutu Ćwiczeń Psychofizycznych w Opolu, o odniesienie się do tego tekstu.

 

W doniesieniach prasowych, w tym również w artykule, do którego miałem się odnieść w poniższym tekście, możemy przeczytać, jak bardzo joga destrukcyjnie wpływa na nasze ciało, umysł i ducha. Nic w tym dziwnego, bo zawsze przede wszystkim piętnuje się zło, a mniej mówi o dobrych i korzystnych czynnikach. Niektórym doniesieniom trudno nie przyznać racji, bo kontuzji spowodowanych naderwaniem mięśni czy uszkodzeniem więzadeł nie da się szybko i w zupełności usunąć. Jednak to nie wina jogi samej w sobie, a mentalności ludzkiej, niezrozumienia systemów praktyki jogi i nieodpowiedzialnych, a często i bez kwalifikacji oraz doświadczenia, nauczycieli. Joga to nie tylko praktyka pozycji ciała, czyli asany. Przed nimi są zakazy i nakazy moralne, z których pierwszy to ahinsa ‒ co znaczy „nie krzywdzić”.  Zatem joga, która krzywdzi, nie może być nazywana jogą. To proste i logiczne.

Nic na siłę
W mojej kilkunastoletniej indywidualnej praktyce jogi nie przytrafiła mi się żadna kontuzja związana z ćwiczeniami, zaś w kilkuletnim doświadczeniu nauczyciela spotkałem się z trzema kontuzjami u moich klientów. Wynikały one z tego, iż praktykujący starali się wykonywać pozycje na siłę. To najgorszy z możliwych sposób praktykowania jogi. Każdy z nas wie, że na zaciągniętym hamulcu ręcznym w samochodzie też ruszymy, jeśli się postaramy… Nie trzeba być mechanikiem, żeby wiedzieć, że po takim manewrze samochodu uszkodzone zostaną jego części. Dlaczego więc postępujemy tak z naszym ciałem?
W siadzie płaskim ze skłonem w przód (pascimottanasana) sięgamy na siłę ciągnąc głową do kolan, kiedy w rzeczywistości powinniśmy pracować nad rozciąganiem mięśni grupy kulszowo-goleniowej, wydłużając kręgosłup i schodząc bardziej dolnymi żebrami do ud niż głową do nóg. Zła praca w tej pozycji może skutkować naciągnięciem i napięciami mięśni karku, które spowodują ból. Wielokrotnie na zajęciach spotykam osoby, które wykonując pozycje odwrócone, takie jak przerzut nóg za głowę (halasana), ignorują wskazówki dotyczące ułożenia koców mających zabezpieczyć odcinek szyjny kręgosłupa i przerzucają gwałtownie nogi, aby dorównać koledze na macie obok. Również więc brak wyobraźni jest przyczyną kontuzji podczas sesji jogi.
Praktyka jogi jest drogą. Drogą, która rozpoczyna się nie od perfekcyjności wykonania asan, lecz drogą do opanowania ciała w asanach, a następnie opanowania umysłu. W jednym z traktatów dotyczących jogi pozycja definiowana jest jako ta, która ma trwać i być wygodna. Powiecie zapewne, że większość pozycji nie wydaje się wygodnymi w pełnej prezentacji. Zgadzam się, jednak to od nas zależy, jak bardzo sobie ją ułatwimy i jak bezpiecznie ją będziemy wykonywać. Podczas zajęć dostępne są pomoce, które umożliwią nam wykonanie pozycji w mniejszym, a równie zadowalającym nas stopniu. Praktyka jogi jest indywidualną sprawą każdego z nas, bo tylko my sami znamy swoje ciało i czujemy jego sygnały w postaci bólu czy niewygody.

 

Indywidualny nadzór
Kolejne czynniki kontuzjogenne nie są związane z praktykującymi, a dotyczą miejsca, gdzie odbywają się zajęcia. W ostatnich latach możemy zaobserwować zwiększone zainteresowanie formami prozdrowotnymi w fitnessie, w tym jogą. Co za tym idzie przekwalifikowanie niektórych nauczycieli i instruktorów fitness, wprowadzenie jogi do sal mieszczących po 20 osób, realizację zajęć bez podstawowych pomocy. Już wspominałem wyżej, że praktyka jogi jest praktyką indywidualną, dlatego też podejście nauczyciela powinno być indywidualne do każdego uczestnika zajęć. W grupie powyżej 15 osób nauczyciel nie jest w stanie dostrzec i poprawić błędów prowadzących do kontuzji. Czasami są to subtelne ruchy czy przestawienia kośćca, których ćwiczący sam nie dostrzega na początkowym etapie praktyki. Mam tu na myśli m.in. tendencję kolan do wewnętrznych skrętów, przechodzenie kolan przez linię pięty czy wyginanie kręgosłupa na boki, które powtarzane wielokrotnie mogą prowadzić do mikrourazów. Idealnym przykładem może tu być praca ciała w pozycji psa głową do dołu (adho mukha svanasana). Kiedy ciężar ciała opiera się na dłoniach i stopach, a biodra uniesione są do góry, waga naszego ciała rozkłada się na podpory przednie, którymi są dłonie, i tylne, czyli nogi. Osoby o słabo rozciągniętych mięśniach kulszowo-goleniowych większą część ciężaru ciała przenoszą na dłonie i tu zaczyna się problem, który już po kilkutygodniowym ćwiczeniu odezwie się w naszych nadgarstkach, jeśli źle pracujemy dłonią. Problem polega na utrzymywaniu tej pozycji nadgarstkami, a nie jak powinno być całą powierzchnią dłoni. To najczęstszy błąd, jaki popełniają praktykujący jogę. Istotne jest tu również ułożenie nadgarstka, który jest strukturą ośmiu kości i tkanek miękkich przystosowanych do ruchów dłoni, a nie utrzymywaniu ciężaru naszego ciała. Odciążenie tego stawu polega na silnym dociśnięciu dłoni, aby waga ciała nie spoczywała punktowo, lecz rozkładała się poprzez dłoń na większą powierzchnię. Niedopatrzenie takiego błędu w dłuższej praktyce prowadzi do upośledzenia tego narządu ruchu, bólów, a z czasem niemożliwości wykonania niektórych pozycji w podporze przodem. Media donoszą o poważnych urazach w postaci niedotlenienia mózgu poprzez blokadę tętnicy kręgowej czy urazów kręgów szyjnych podczas praktyki świecy (salamba sarvangasana). Są to sporadyczne przypadki, które, co potwierdzają naukowcy, nie nastąpiły jedynie poprzez praktykę jogi.
W swojej pracy nauczyciela spotkałem również przypadki naderwania czy uszkodzenia mięśni przez nauczyciela, który chciał „pomóc” ćwiczącemu. Osobiście jestem daleki od dociskania i pogłębiania pozycji swoich uczniów, których nie znam bardzo dobrze. Często ćwiczący, aby uniknąć porażki, nie informuje o tym, jakie sygnały wysyła jego ciało podczas pogłębiania pozycji z pomocą nauczyciela, uważając go za osobę, która wie, co robi. Powtarzam więc − joga to praktyka indywidualna. Nauczyciel udziela wskazówek, koryguje i zwraca uwagę na błędy. To praktykujący powinien uważnie obserwować ciało i zwiększać zakres pozycji. Jeśli będzie to robił rozważnie i wytrwale, z pewnością osiągnie wyznaczony cel.

 

Podsumowanie
Joga jest systemem ćwiczeń psychofizycznych. Pozycje powinny być wykonywane świadomie, nie automatycznie. Każda czynność człowieka może prowadzić do urazów, jeśli nie jest wykonywana z dostateczną wiedzą, pod okiem doświadczonego nauczyciela, w dużym zbiorowisku ludzi, a przede wszystkim bez wyobraźni i poszanowania własnego ciała. Przede wszystkim nie krzywdzić − od tego rozpoczyna się praktyka jogi.