Medale nie są za niepełnosprawność

Jak trenuje niepełnosprawny zawodnik i jakie trudności napotyka, chcąc realizować swoją pasję? Rozmawiamy o tym z Jackiem Czechem, pływakiem, multimedalistą mistrzostw Polski, Europy i świata, oraz jego trenerką.

Kiedy stał się pan miłośnikiem sportu? Dlaczego wybrał pan pływanie?

− Sport był zawsze nieodłącznym elementem mojego życia. Jeszcze przed wypadkiem – w liceum – uprawiałem amatorsko koszykówkę i siatkówkę. Lubiłem również pograć w piłkę nożną na podwórku. Od kiedy pamiętam, starałem się być w ruchu, biegać, skakać, pływać. To sprawiało, że czułem się mocnym i silnym chłopakiem. Pływanie pojawiało się zawsze latem, gdy upały dawały się we znaki i trzeba było szukać schronienia nad wodą. Była to raczej zabawa niż wyczynowy sport. Potem, 4 sierpnia 1994 roku, w wyniku skoku na główkę uszkodziłem kręgosłup i zostalem sparaliżowany. Pływać zacząłem ponownie po 2 latach, ale była to forma rehabilitacji. Okazało się szybko, że mam bardzo dobre predyspozycje do sportu. Pływanie szło mi znakomicie. Wynikało to przede wszystkim z tzw. pływalności oraz dużej siły, jaką osiągnąłem poprzez rehabilitację w walce o swoje zdrowie i odzyskanie sprawności w rękach i w nogach. W 2008 roku kończyłem studia na Politechnice Rzeszowskiej i stanąłem przed wyborem: sport czy praca. Mój promotor prof. Sergiy Kryvyy powiedział mi: „Na pracę i karierę zawsze znajdziesz czas, a sport szybko się kończy, więc wykorzystaj jak najlepiej ten czas”. I tak zostałem sportowcem, pływakiem mającym dwa dyplomy ukończenia studiów wyższych

Można powiedzieć, że to woda odebrała panu sprawność w nogach − czy po wypadku nie czuł pan awersji do sportów wodnych?

− Woda zabrała mi sprawność w nogach, ale nie zabrała mi chęci do życia. Nie pamiętałem swojego wypadku, więc może dlatego nie czułem strachu przed wodą. Poza tym pływając czuję się wolny, zarówno od wózka, jak i od codziennych problemów, których nie brakuje. Dzięki pływaniu jestem również coraz bardziej sprawny i silniejszy.

Patrząc na przebieg pańskiej kariery sportowej, widać wyraźnie, że osiągnął pan wiele. Jest pan wielokrotnym mistrzem Polski, medalistą mistrzostw świata, Europy, brał pan udział w igrzyskach paraolimpijskich w Londynie. W dalszym ciągu trenuje pan intensywnie, przygotowując się do kolejnych zawodów. Marzy pan o kolejnych sukcesach? Co daje panu codzienny wysiłek?

− Pływanie to ciężki i monotonny sport, który wymaga charakteru, ale także go kształtuje. Codzienność to walka ze swoimi słabościami, aby być mistrzem. Oczywiście jak każdy sportowiec marzę o medalach. Najważniejsze jednak jest dla mnie to, aby pokonywać własne słabości, być lepszym od siebie każdego dnia i przekraczać kolejne granice. Nie patrzę wstecz, lecz zawsze staram się iść do przodu, szukać kolejnych wyzwań i być coraz lepszym zawodnikiem. Sport to przede wszystkim piękna przygoda, naznaczona rywalizacją z najlepszymi na świecie. To również podróż w niesamowity świat nauki, miejsce spotkań ze wspaniałymi ludźmi.

Jak wyglądają pańskie przygotowania? Ile czasu poświęca pan na trening, ile na rehabilitację? Które elementy przygotowawcze sprawiają panu najwięcej przyjemności, a które są szczególnie trudne?

− Mój plan treningowy opiera się na dwóch elementach. Pierwszy element to trening w wodzie, który odbywam na basenie 50 m w Parku Wodnym „Warszawianka”. W zależności od fazy przygotowań do zawodów w ciągu tygodnia trenuję od 4 do 5 razy po 90 do 120 minut, przepływając na treningu od 1,8 km do 2,5 km w zależności od zadania treningowego. Drugim elementem są ćwiczenia w klinice sportowej Carolina Medical Center. Tutaj przede wszystkim wzmacniam mięśnie biorące udział w pływaniu pod kątem siły dynamicznej i wytrzymałości. Dodatkowo fizjoterapeuci na bieżąco monitorują stan mojego zdrowia, eliminując mikrourazy i zapobiegając kontuzjom. Dużą uwagę poświęcam mięśniom brzucha, grzbietu oraz mięśniom trójgłowym ramienia. Ciekawym rozwiązaniem jest też to, że ćwiczę z wieloma fizjoterapeutami i każdy coś nowego wnosi do mojego treningu.

Cały system ćwiczeń jest unikatowy na skalę światową, o czym świadczą moje wyniki sportowe. W ciągu 3 lat poprawiłem swój czas z igrzysk paraolimpijskich z Londynu o 4 sekundy na 50 m stylem grzbietowym. Taki postęp jest dla mnie bardzo motywujący i nakręca mnie do ciągłej pracy nad sobą i szukaniem wyzwań.

Obok treningu istotnymi elementami przygotowania zawodnika do startu są odpowiednia dieta i regeneracja. W jaki sposób dba pan o te elementy?

− Jest takie powiedzenie: „Jeśli chcesz być mistrzem, musisz trenować jak mistrz, odżywiać się jak mistrz, odpoczywać jak mistrz i żyć jak mistrz”. W pełni się z nim identyfikuję. Trening, dieta i regeneracja to system naczyń połączonych, wzajemnie od siebie zależnych. W moim przypadku odgrywa olbrzymią rolę. Jem pięć posiłków dziennie o odpowiedniej porze. Dodatkowo piję kompozycję soków warzywnych, aby uzyskać naturalne witaminy i energię do treningów. Lubię kasze, zarówno gryczaną, jak i jaglaną. Jem dużo ryb i mięsa z indyka oraz cielęciny. Staram się spać po 7–8 godzin na dobę. Ulubione zabiegi to przede wszystkim takie, które przyspieszają mój metabolizm i przemianę materii, niwelują mikrourazy i kontuzje. Są wśród nich masaż powięziowy, bicze szkockie, kriokomora i czasami sauna.

W wywiadzie dla Polskiego Radia powiedział pan: „Czołowi polscy sportowcy pełnosprawni dostają 1–2 miliony złotych na przygotowanie do igrzysk. My, choć też mamy sukcesy, marzenia, pragnienia i zapał, otrzymujemy o wiele mniej pieniędzy – dostajemy 1 procent z tych środków, które mają do dyspozycji topowi zawodnicy pełnosprawni. Zostaliśmy sztucznie podzieleni na Polskę A i Polskę B”. Z czego to wynika pańskim zdaniem?

− To smutne, ale prawdziwe. Niestety, w Polsce sport osób niepełnosprawnych został z różnych względów zepchnięty na margines. Nie ma wizji ani kompleksowych rozwiązań służących rozwojowi tego sportu, takich jak są np. w Anglii czy Hiszpanii. Instytucje takie jak Ministerstwo Sportu i Turystyki czy Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych nie mają pomysłu na nas. Przyczyna jest prosta – brak funduszy, a dotyka to zawsze niestety najsłabszych, czyli sportowców niepełnosprawnych. My natomiast mamy olbrzymi potencjał, którym porywamy publiczność, wyzwalamy pozytywne emocje i dajemy dużo energii ludziom oglądającym nasze zmagania na arenach międzynarodowych. Jesteśmy świetnym produktem marketingowym, gdyż nie ma dla nas barier nie do pokonania. Mam nadzieję, że kiedyś zarówno podejście, jak i mentalność polityków, menedżerów oraz działaczy się zmieni. Wierzę, że nasz sport będzie bardziej szanowany. I że będzie się rozwijał.

Czy pana zdaniem polska branża fitness jest przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych? Czy takie osoby mają na czym i gdzie ćwiczyć?

− Zawsze powtarzam, że największy problem tkwi w ludziach i ich mentalności. Jeśli jesteś zdeterminowany i otwarty na wyzwania, możesz wszystko osiągnąć. Co do branży fitness nie mogę się wypowiadać, gdyż nie znam tego środowiska. Wiem natomiast, że sportowcy niepełnosprawni są dobrze odbierani w społeczeństwie. Wielu z nich ma dobre warunki do ćwiczeń. Oczywiście im jesteś lepszy i bardziej rozpoznawalny, tym więcej drzwi możesz otworzyć. Ludzie chcą pomagać takim osobom jak ja i je dopingować. Problemem są natomiast pieniądze, które są wymagane na tym najwyższym poziomie sportu wyczynowego, aby opłacić profesjonalnych trenerów, fizjoterapeutów, dokonać badań i pomiarów oraz zapewnić optymalne warunki treningowe. Należy też pamiętać, że oprócz treningów mamy również wyjazdy zagraniczne na zawody, a to wszystko kosztuje.

Z tego co obserwuję, robi pan wiele, by poprawić sytuację niepełnosprawnych zawodników. Z jakim skutkiem?

− Walczę przede wszystkim o szacunek do naszej pracy. To morderczy, często codzienny trening, aby zdobyć medal na zawodach rangi mistrzowskiej lub na igrzyskach paraolimpijskich. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy lub ma złe przeświadczenie, że nasze wyniki sportowe i medale to nagroda za niepełnosprawność, a nie efekty ciężkiej pracy przez 7 dni w tygodniu. Od 2 lat zarówno ja, jak i inni sportowcy niepełnosprawni jesteśmy przez Ministerstwo Sportu i Turystyki pozbawieni stypendium oraz nagród za zdobyte medale z mistrzostw świata i Europy. To smutne i przykre, że tak traktuje się zawodników, którzy z wielką godnością reprezentują Polskę na arenie międzynarodowej. Dlatego spotykam się z politykami i urzędnikami, aby mieli świadomość, że my, zawodnicy niepełnosprawni, zasługujemy na takie samo traktowanie, jak nasi pełnosprawni koledzy.

***

Hanna Klimek-Włodarczyk, trenerka kadry olimpijskiej z Sydney i Atlanty

Jak wygląda współpraca z panem Jackiem? Jakim jest podopiecznym?

− Z Jackiem Czechem współpracuję od kilku lat. Oceniam go jako zawodnika bardzo zaangażowanego w proces treningowy. Jest niezwykle pracowity i ambitny. Wszystkie proponowane przeze mnie treningi realizuje bardzo rzetelnie.

Patrząc na sukcesy pana Jacka oraz innych niepełnosprawnych zawodników, można pokusić się o stwierdzenie, że silny charakter i wola walki są dużo ważniejsze niż sprawne ciało.

− Zarówno w pływaniu osób pełnosprawnych ruchowo, jak i niepełnosprawnych ruchowo, wola walki, chęć podwyższania swoich rekordów życiowych, zaangażowanie i silny charakter są tak samo ważne jak predyspozycje motoryczne. Według mnie Jacek ma mocną psychikę, czego efektem jest fakt, iż stale dąży do uzyskania coraz lepszych rekordów życiowych. Jest mocno zdeterminowany na wynik sportowy.

Czym różni się trening pływacki osoby niepełnosprawnej od oprzygotowania zawodników bez tak poważnych urazów? Na co zwracają państwo szczególną uwagę?

− Jackowi rozpisuję treningi stosownie do obciążeń treningowych, które należy realizować zgodnie z kalendarzem startów. Według mnie w pływaniu nie jest ważny kilometraż, który przepłynął zawodnik na treningu, lecz czas trwania i intensywność wykonywanego zadania treningowego. Tak więc zawodnicy z różną dysfunkcją ruchu (też pełnosprawni) wykonują pod względem fizjologicznym podobne zadania treningowe − oczywiście o różnym kilometrażu, o czym świadczą wyniki badań, np. LA, CK.

Jakie dodatkowe elementy obok treningu pływackiego i rehabilitacji wchodzą w skład przygotowania pana Jacka do udziału w zawodach?

− Tak jak u każdego zawodnika bardzo ważnym elementem w przygotowaniach do udziału w zawodach jest praca nad psychiką, czyli motywujące do pracy treningowej i do startów w zawodach rozmowy z trenerem i najbliższymi. A więc u zawodników reprezentujących poziom światowy – tak jak jest to w przypadku Jacka – konieczna wydaje się współpraca z psychologiem sportowym. W zależności od okresu treningowego i startowego bardzo ważna jest także współpraca z dietetykiem, którą Jacek podjął sam, indywidualnie.

 

Dziękuję za rozmowę.                                                                                        

Fot. archiwum własne Jacek Czech