O trenerze, który słucha klientów – Marcin Grabowski

Studio Slim&Healthy istnieje od 2011 roku. Co robiłeś, zanim zdecydowałeś się na własny biznes?

− Aktywność fizyczna towarzyszy mi odkąd pamiętam. Z branżą fitness natomiast związałem się zawodowo w 2005 roku. Pracowałem w nowo powstałym klubie jako nauczyciel zajęć breakdance, następnie jako instruktor kulturystyki i zajęć grupowych. W tamtym okresie oprócz przyjemności z ćwiczeń mogłem poszerzać swoją wiedzę z zakresu planowania treningu oraz nabierać doświadczenia w pracy z ludźmi. Poczułem, że to jest właśnie kierunek, w jakim chce się dalej rozwijać. Pomysł otwarcia studia Slim&Healthy zrodził się podczas treningów z podopiecznymi w klubach, w których wcześniej pracowałem. Z każdego z tych klubów wyniosłem cenne doświadczenie. Cały czas obserwowałem i starałem się słuchać, czego potrzebują klienci, czego im brakuje w klubie, co im przeszkadza. Tak zrodził się pomysł na otwarcie małego, kameralnego studia z ograniczoną liczbą klubowiczów. Znalazłem takie miejsce na poddaszu budynku biura podróży. Nigdzie się nie reklamowałem – poczta pantoflowa doskonale działała (śmiech). Klienci przyznawali, że czuli się tam swobodnie, doceniali komfort ćwiczeń bez spojrzeń innych, bez ścisku i hałasu, co często im przeszkadzało w siłowni. W pierwszych tygodniach funkcjonowania studia już wiedziałem, że to będzie strzał w dziesiątkę. Od początku uważnie słuchałem tego, co mówią klienci. Uważam, że umiejętność słuchania w tym biznesie jest niezwykle cenna. Myślę, że dzięki temu obrałem właściwy kierunek rozwoju oraz dalszych inwestycji. Obecnie posiadam większy obiekt niż wtedy, oferta jest dużo bardziej rozbudowana, ale niezmienne w mojej pracy jest to, że nadal najważniejsi są klienci. To oni pokazują mnie oraz mojemu zespołowi, w którą stronę powinno iść studio. My staramy się jedynie dopasować do ich oczekiwań.

Na jakich klientów nastawione jest studio Slim&Healthy? Co wyróżnia was na lokalnym rynku usług fitness?

− Jest kilka rzeczy, które zdecydowanie nas wyróżniają. Przede wszystkim nie jesteśmy tradycyjnym klubem fitness czy siłownią i to od początku uświadamiamy tym, którzy do nas przychodzą. W studiu pracuje się w dużej mierze jeden na jeden z trenerem. Druga sprawa – stawiamy na kameralność. Mamy ograniczoną liczbę klientów. Ważna jest dla nas jakość, nie ilość. Staramy się, aby treningi odbywały się w komfortowych warunkach, aby zarówno trenerzy, jak i podopieczni mieli przyjemność z pracy. W każdym momencie możemy zamknąć sprzedaż treningów (zrobiliśmy już to dwa razy, uruchamiając listę rezerwową).

Klienci studia to przede wszystkim osoby, które prowadzą własną działalność, menedżerowie, kadra zarządzająca, lekarze, nauczyciele, klienci klasy premium. Choć nie tylko. Staramy się dopasować ofertę także do tych, którzy nie chcą ponosić dużych kosztów, a chcieliby trenować w spokojnym miejscu, takim jak nasze.

W jaki sposób docieracie do waszych potencjalnych klientów? 

− Głównym nośnikiem informacji na temat studia są nasi klienci i ich rezultaty. Są żywą reklamą oraz naszymi ambasadorami. Ich znajomi widząc, jak zmieniają się ich sylwetki, pytają „ jak to zrobiłeś, gdzie ćwiczysz?”. Tym sposobem trafiają do nas. Pojawiamy się również na ważnych wydarzeniach organizowanych przez miasto i instytucje współpracujące. Innymi kanałami dotarcia do naszych potencjalnych klientów są media tradycyjne oraz społecznościowe.

Jak dbacie o klientów? Czy oferta studia obejmuje coś więcej niż trening „szyty na miarę”?

− W studiu nie ma sztywnych schematów dla klientów. Do każdego podchodzimy indywidualnie. Jesteśmy też otwarci na wszelkie zapytania, sugestie. Staramy się, aby w naszym studiu czuli się jak u siebie i czerpali radość z aktywności fizycznej.

Dodatkowo nasi klienci mogą korzystać z usług współpracującego z nami dietetyka, który w razie potrzeby opracuje im plan żywieniowy lub zaproponuje odpowiedni catering dietetyczny na cały tydzień z dostawą do domu. Na naszej stronie internetowej funkcjonuje tzw. strefa klienta. Klubowicz po zalogowaniu się w niej, otrzymuje dostęp do informacji, takich jak: ważność wykupionego karnetu, liczba treningów do zrealizowania, grafik treningów. Ma także dostęp do „portfela osobistego”, na który może wpłacać pieniądze i realizować w klubie zakupy bezgotówkowo. Nowym udogodnieniem dla naszych podopiecznych jest możliwość zakupu karnetu do studia on-line lub pakietu treningów. W strefie klienta klubowicz może również obejrzeć i zaktualizować swój plan treningowy, jak również zobaczyć na wykresach postępy treningowe. Już niedługo w naszym studiu pojawi się kolejna atrakcja – taras widokowy. Będzie się tu można zrelaksować, podziwiając panoramę miasta i delektując się np. świeżo wyciskanym sokiem, kawą czy sałatką.

Studio to przede wszystkim ludzie, ale nie można zapominać także o wyposażeniu. Na jaki sprzęt i akcesoria postawiliście? 

− Wyposażenie studia to sprzęt izotoniczny, cardio, wolne ciężary i sprzęt do treningu funkcjonalnego. W zasadzie posiadamy wyposażenie niedużego klubu fitness. Myślę, że mamy wszystko, co jest niezbędne do zrealizowania treningu dla różnych grup klientów. W ostatnim czasie zainwestowaliśmy w jedyne w mieście urządzenie do elektrostymulacji. Niesamowity sprzęt do poprawy sprawności, zarówno w rehabilitacji, jak i fizjoterapii.

Niedawno otrzymałeś tytuł „Menedżera Roku Branży Fitness” w kategorii
„Menedżer Studia Treningu” przyznawany przez wydawcę Magazynu Strefa Trenera i Magazynu Fitness Biznes. Czym jest dla ciebie ta nagroda? Co, twoim zdaniem, zdecydowało o takiej decyzji jury?

− Czemu akurat ja? Trudno mi powiedzieć. Podejrzewam, że jury doceniło rozwój mojego studia, jaki miał miejsce przez ostatni rok. Tytuł jest dla mnie niesamowitą motywacją do dalszego rozwoju. Bardzo mnie cieszy, że ktoś zauważył i docenił rezultaty ciężkiej pracy przy tworzeniu zupełnie nowego produktu, jakim jest studio, a dodatkowo wykreował nowe kierunki rozwoju osobistego dla przyszłych i obecnych pracowników. Nie sądziłem, że to wyróżnienie spotka się z tak żywym zainteresowaniem moich podopiecznych. Nie chwaliłem się, że biorę udział w konkursie. O nagrodzie dowiedzieli się z mediów społecznościowych i dali mi odczuć, że byli mocno zawiedzeni, że im nie powiedziałem. Szczerze mi jednak gratulowali. Mam nadzieję, że teraz jeszcze bardziej czują, że są w dobrych rękach (śmiech). Taka nagroda to wyróżnienie dla każdego, kto ciężko pracuje i sumiennie realizuje swoje pomysły, wierząc każdego dnia, że to, co robi, ma sens. Złoty kettlebell jest dla mnie nagrodą za wytrwałość i wiarę w to, co robię.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Fot. KB Photo