Od przybytku głowa nie boli czy co za dużo to niezdrowo?

Kolejna już edycja Międzynarodowej Konwencji fitness Eu4ya przeszła do historii. Kolejny raz miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu i przyjrzeć się z bliska panującym trendom, wybitnym szkoleniowcom, podpatrzeć co budzi zainteresowanie uczestników, a co niekoniecznie.

Z roku na rok więcej
Z informacji jaką otrzymaliśmy od organizatorów wynika, że w konwencji wzięło udział ok. 1300 osób. Do ich dyspozycji było kilka hal, na których znalazły się: 4 strefy Aerobic & Fitness, 3 strefy Body& Mind, 3 strefy Trenera personalnego oraz 3 strefy wykładowe. Dużo? Sporo. Z roku na rok coraz więcej. Trzeba przyznać, że to robi wrażenie. Rozmaite formy treningowe, od lekcji choreograficznych na stepie, przez zajęcia interwałowe i wzmacniające przy użyciu m.in. kettli, trx, sztang, po jogę, pilates, mobility, czy propozycje lekcji dla seniorów. Do tego mnóstwo wykładów. Organizatorzy zadbali, aby każdy uczestnik znalazł coś dla siebie, niezależnie od tego, czy jest instruktorem pracującym z grupą, trenerem personalnym, czy po prostu klientem klubu fitness, szukającym rozrywki. Czy rzeczywiście znalazł to czego szukał? To już kwestia indywidualna. Przyznam, że mnie coraz bardziej męczy taka formuła. Czuję się trochę jak na bazarze – gwarno, tłoczno i taka rozmaitość wszystkiego, że nie wiadomo na czym się skupić i co wybrać. Jedna rzecz mnie w tym roku urzekła. Wprowadzenie lekcji o charakterze warsztatowym – małe grupy, brak dudniącej muzyki, lepszy kontakt z prowadzącym, dość dobrze słychać to, o czym mówi. Wydzielenie takiej przestrzeni był moim zdaniem strzałem w dziesiątkę.

Ilość ponad jakość?
Największe hale, gdzie ćwiczy kilkadziesiąt osób (zdarzają się i setki) zazwyczaj omijam. Ćwiczenie w rytm muzyki, zazwyczaj bardzo głośnej, ledwo widząc i słysząc prowadzącego, nie sprawia mi frajdy. Niekiedy nawet irytuje. Zajęcia tego typu cieszą się jednak sporym zainteresowaniem – tym bardziej, kiedy prowadzi je zagraniczny prezenter z dużą charyzmą. Od czasu do czasu, najczęściej za sprawą chwytliwej nazwy zajęć, zaglądam by podejrzeć co się dzieje. Pozachwycam się muzyką, energią prowadzących, entuzjazmem na twarzach ćwiczących, lecz rokrocznie obserwując uczestników mam jedną smutną refleksję. Zdumiewa mnie, jak bardzo ćwiczący są na bakier z techniką wykonywania ćwiczeń. Nie wszyscy, ale ogromna ich część. Z jednej strony muzyka narzuca tempo – nie zawsze dla każdego odpowiednie. Do tego prowadzący nie jest w stanie wyłapywać błędów przy takiej liczbie ćwiczących osób. Z drugiej strony na sali teoretycznie są osoby wytrenowane i wyedukowane – instruktorzy, trenerzy i nierzadko ich podopieczni. O czym to świadczy?  Odpowiedzcie sobie sami. Nie tylko ja zwróciłam uwagę na to, co się dzieje na zajęciach, bo na jednym z wykładów usłyszałam od prowadzącego: „przechadzając się po halach i patrząc jak ludzie wykonują chociażby przysiady widzę, że fizjoterapeutom pracy jeszcze długo nie zabraknie”…

Trener ma być trenerem
Na tym samym wykładzie, prelegent poruszył jeszcze jedną ważną rzecz, o której wspomnę za chwilę. Tymczasem chcę zwrócić uwagę, że na tego typu wydarzeniach mamy dostęp do szerokiej wiedzy z różnych dziedzin – nie tylko stricte treningowej. Pojawiają się zagadnienia ze świata dietetyki, coachingu, fizjoterapii. Poruszanych jest mnóstwo ciekawych tematów, które inspirują do przemyśleń i zgłębiania wiedzy. Nie znaczy to jednak, że każdy trener powinien mieć całą tę wiedzę w jednym paluszku i wykorzystywać ją w pracy z klientem. Jeżeli jest kwalifikowanym specjalistą z którejś z tych dziedzin, to super. Jednak jak powiedział wspomniany wcześniej wykładowca: „trener powinien być trenerem, głodnym wiedzy, jednak przede wszystkim trenerem”. Uczulił przy tym, aby nie brać się za samodzielne leczenie podopiecznego i zwrócił uwagę na odpowiedzialność z tym związaną.

Żałuję, że nie dane mi było być wszędzie i zobaczyć wszystkiego co chciałam. Fizycznie było to absolutnie niemożliwe, bo w tym samym czasie odbywało się kilka różnych lekcji w kilku osobnych halach i osobnych pawilonach. Czy wyniosłam coś nowego i inspirującego? Owszem, jednak zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach. Nie czuję się jednak rozczarowana ani zawiedziona, bo co roku spotykam tu ludzi z pasją i ogromnym zaangażowaniem i głodem wiedzy. Eu4ya niezmiennie uzmysławia mi, że to tak naprawdę jest niezwykle ważne dla instruktora i trenera. Nie zapominając przy tym o uśmiechu i serdeczności dla klienta.

 

 

 

 

 

 

Fot. Piotr Piosik/ Międzynarodowe Targi Poznańskie