R1 Sports Club

Jego pasją jest piłka nożna. I jak sam przyznaje, odkrył swoją namiętność już jako dziecko. Dlatego wybór kierunku studiów i dalszej drogi był prosty. O sukcesie R1 Sports Club w Monachium rozmawiamy z jego współwłaścicielem, Thomasem Korompai.

Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z fitnessem i treningiem?

− Jako szesnastolatek grałem w dobrym piłkarskim klubie. Zależało mi na doskonaleniu swoich umiejętności, a trening siłowy był najlepszą drogą. Stopniowo fitness zaczął odgrywać w moim życiu wiodącą rolę, dlatego już w wieku 17 lat zrobiłem swoją pierwszą licencję i dorabiałem w klubie fitness. Wkrótce  uświadomiłem sobie, że studia sportowe są na pewno dla mnie i tak to się zaczęło…

Pracowałeś ze sportowcami, później odnalazłeś się w treningu personalnym…

− Gdy wróciłem do kraju po dwóch latach pobytu za granicą (Emiraty Arabskie i Rumunia), chciałem wypróbować czegoś nowego. Praca trenera przygotowania motorycznego czołowych drużyn piłkarskich daje wprawdzie ogromną satysfakcję, ale w każdej chwili może się okazać, że trzeba zwijać manatki i zaczynać od nowa w innym klubie. Na dłuższą metę to męczące. Przeniosłem się do Monachium w 2008 roku, by sprawdzić się jako trener personalny. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Po pół roku prowadziłem około 30 treningów w tygodniu i dobrze zarabiałem. Po jakimś czasie jednak doszedłem do wniosku, że stoję w miejscu. 35‒40 treningów tygodniowo było już ponad miarę. Niestety, wielu trenerów personalnych zdanych jest tylko na siebie i musi nieustannie walczyć o utrzymanie się na rynku. Urlop czy choroba automatycznie oznacza przestój w biznesie. Na początku 2010 roku poznałem swojego obecnego wspólnika. Uznaliśmy, że osiągniemy nieporównywalnie więcej jako tandem niż w pojedynkę. Jest byłym mistrzem świata w kick boxingu oraz boksie tajskim. Przedsięwzięcie − R1 Sportsclub to fuzja naszych kompetencji, wiedzy i doświadczenia.

Jakie jest R1? Na czym polega wyjątkowość tego miejsca?

− R1 oferuje unikalną koncepcję treningową, bazującą na kompleksowym i wszechstronnym podejściu do zagadnienia. To niejako wypadkowa moich doświadczeń i przemyśleń, z ostatnich 15 lat − połączenie rehabilitacji i treningu, z jednoczesnym akcentem na trening funkcjonalny w całkowicie nowym kontekście. Proponujemy trening personalny w systemie dwójkowym: trener-klient, trening personalny w małych grupach oraz funkcjonalną rehabilitację, częściowo refundowaną z tytułu prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Ponadto organizujemy seminaria fitnessowe, prowadzimy coaching dietetyczny, trenujemy sportowców wyczynowych, a także uczestniczymy w różnych projektach społecznych, związanych z propagowaniem aktywności fizycznej. Niedawno ruszyła nasza akademia, za jej pomocą zamierzamy dołożyć własną cegiełkę do edukacji trenerów i podzielić się naszą wiedzą i doświadczeniem. R1 Sportsclub zajmuje zaledwie 250 mkw., ale właśnie podpisaliśmy umowę na otwarcie filii. Drugie studio jest większe, ma powierzchnię 450 mkw. i będzie jeszcze mocniej ukierunkowane na grupowy trening personalny. Wyposażenie klubu jest minimalistyczne. Nie korzystamy z maszyn, jedynie z bram i wolnych ciężarów (długie i krótkie hantle). Trenujemy głównie z obciążeniem własnego ciała, stąd często używamy TRX oraz innych systemów podwieszanych. W każdym pomieszczeniu do treningu personalnego znajduje się stół do masażu/zabiegów, co umożliwia rozpoczęcie treningu bezpośrednio po sesji. W ten sposób pracują wszyscy nasi trenerzy. Generalnie rzecz biorąc wychodzimy z założenia, że to własne ciało oferuje najwięcej możliwości treningowych.

Jak już wcześniej wspomniałeś, waszą siłą jest wypracowana przez lata koncepcja treningowa. Na czym polega?

− Nasza oferta to połączenie rehabilitacji i treningu, na które składają się fizjoterapeutyczne działania korygujące oraz ćwiczenia. Wszyscy trenerzy pracują według tej koncepcji. Nie odkryliśmy Ameryki, ale czerpiemy z wielu dziedzin. Przecież od wielu stuleci nasi przodkowie rozmyślali na temat wydolności i kondycji fizycznej. A starodawni jogini wiedzieli znacznie więcej o treningu funkcjonalnym niż nam się wydaje. Osobiście przeszkadza mi cała ta medialna wrzawa i przedstawianie go jako nowego trendu. To się ma nijak do rzeczywistości. Nasza koncepcja treningowa jest przejrzyście skonstruowana i zrozumiała. Jednocześnie staramy się pomóc klientom, jak odnaleźć się w tym szumie marketingowych informacji generowanych przez dochodowy biznes – bo taki stał się obecnie trening funkcjonalny.

Pomagacie klientowi odnaleźć się w szumie informacyjnym, ale przede wszystkim może czuć się u was naprawdę zaopiekowany. Każdy jest TYM jedynym. Czym różni się takie podejście od obsługi klienta w klubie fitness?

− Obsługa klienta w naszym klubie zasadniczo różni się od tej oferowanej przez typowy klub fitness. Działamy 365 dni w roku, od godziny 7.00 do 23.00. Dopasowujemy się maksymalnie do ograniczonych możliwości czasowych naszych klientów. Gdy zjawia się klient, trener już na niego czeka, wita się z nim, wręcza ręcznik i proponuje kawę lub inny napój. To jest wliczone w cenę. Panuje u nas rodzinna i przyjazna atmosfera. Klienci mogą wziąć prysznic po treningu, nie muszą przynosić ze sobą przyborów toaletowych – zapewniamy je na miejscu: żel pod prysznic, szampon, kremy/płyny do ciała itp. Dokładamy wszelkich starań, by klienci mieli poczucie, że są w centrum uwagi.

Niewątpliwie odnieśliście sukces. Na czym polega koncepcja biznesowa R1?

− Na początku było nas tylko dwóch, prowadziliśmy 70‒80 treningów personalnych tygodniowo. Wystarczało na pokrycie kosztów stałych, ale na niewiele więcej. W międzyczasie nasza kadra rozrosła się do sześciu osób (pięcioro trenerów na pełen etat i jeden pracownik biurowy). Obecnie odbywa się u nas 170‒200 treningów personalnych tygodniowo. Tą imponującą liczbą zapewniliśmy sobie pozycję lidera nie tylko w Monachium, ale prawdopodobnie w całym kraju. Trenerzy dobrze u nas zarabiają i nie muszą zajmować się akwizycją. To już nasza działka. Chodzi o to, byśmy funkcjonowali jako zespół. Klientem z reguły opiekuje się dwóch trenerów, by uniknąć nadmiernego przywiązania do jednej osoby.

W ciągu kilku lat udało się wam zbudować markę studia, ale także R1 Physio Therapy, R1 Business Health Solutions i wreszcie R1 Academy.

− To prawda. R1 niesamowicie się rozwinął. Nasz dział fizjoterapii pracuje w ten sam sposób, jak wszyscy trenerzy. Różnica polega na tym, że stosujemy dodatkowe techniki, jak np. drenaż limfatyczny, kinesiotaping, terapię manualne itp. Zawsze jednak przyświeca nam ten sam cel: wykrycie przyczyny problemu/dolegliwości i usunięcie jej poprzez ruch (to znaczy specjalne korygujące działania). W gruncie rzeczy chodzi o kompleksowość. Dajmy na to klient odczuwa bolesność kolana w trakcie chodzenia. Najpierw wykonujemy analizę ruchu − FMS oraz inne testy. Z reguły pierwszym krokiem w tym przypadku byłoby uwolnienie powięzi od sklejeń. Ruch jest wykonywany z dołu w górę. Zgodnie z tym mobilizujemy ewentualnie zarówno staw skokowy, kolano lub biodro. Następnie wdrażamy pierwsze środki treningowe w obszarze mięśni środka i stawów biodrowych. Całość wieńczy praca nad wzorcami ruchowymi. Z kolei nasze seminaria dla firm mogą mieć dwojaki przebieg. Albo odwiedzamy je, dostarczając pracownikom gotowe rozwiązania dotyczące poprawy jakości życia w miejscu pracy. Szkolenie zaczyna się na mobilizacji tkanek miękkich, a kończy na posiłku w stołówce. Drugą możliwością są kilkudniowe seminaria dla kadry zarządzającej w hotelach, poświęcone prawidłowemu odżywianiu i aktywności ruchowej. Ta opcja cieszy się ogromną popularnością. Wspomniałem już wcześniej, że poprzez naszą akademię trenerów chcemy przekazać innym swoją wiedzę i spostrzeżenia. Nie każdy ma szczęście funkcjonować w kompetentnym zespole i wymieniać się doświadczeniami z innymi. Trzeba być niezwykle czujnym, bo w dzisiejszych czasach łatwo można się zgubić w labiryncie fitnessu. U nas trenerzy dostają szansę podniesienia swoich kwalifikacji i przejrzystą wizję kompleksowego treningu oraz prowadzenia klienta. Wcielamy ją w życie każdego dnia.

Byłeś prelegentem na organizowanej przez moje wydawnictwo imprezie – Functional Training Meeting. Poznałeś wielu trenerów, miałeś okazję z nimi rozmawiać. Co myślisz o rozwoju treningu personalnego na naszym rynku?

− Fitness generalnie znajduje się na rozdrożu. Typowe kluby muszą zaproponować klientom całkiem nową formułę. Trening na maszynach dawno stracił na znaczeniu i nie sprawia takiej przyjemności jak kiedyś. Branża zmierza zdecydowanie w kierunku profesjonalnej obsługi klienta i treningu personalnego. Oczywiście trener personalny musi wybrać dla siebie region o niezbędnym potencjale gospodarczym. Z pewnością na przykład w Polsce łatwiej jest trenerowi personalnemu pozyskać klienta w Warszawie niż w jakiejś mniejszej miejscowości. Identycznie jest w Niemczech. W moim rodzinnym mieście Norymberdze nie utrzymałbym się ze swojej obecnej działalności. Sugerowałbym menedżerom polskich klubów rozważenie rozpowszechnienia treningu personalnego w grupach. Jest bardziej efektywny oraz indywidualny niż zwykły trening, ale oczywiście nie aż tak skuteczny jak trening w relacji dwójkowej: klient-trener.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Archiwum R1 Sports Club