Terapia w boxie

W jaki sposób znaleźć odbiorców swoich usług? Możliwości jest wiele. Jedną z nich jest po prostu pojawić się tuż obok potencjalnego klienta. Taką drogę wybrali założyciele funkcjonujących w boxach crossfitowych gabinetów fizjoterapeutycznych TheraMoc. Przy współpracy z trenerami propagują wiedzę z zakresu bezpiecznego treningu i prewencji urazów. Rozmawiamy z Janem Siarkiewiczem i Krzysztofem Stefankiem, pomysłodawcami i właścicielami gabinetów.

Gabinety fizjoterapii funkcjonalnej – jak ją nazywacie − działające przy boxach crossfitowych to innowacyjny projekt na polskim rynku. Skąd się wziął pomysł na tego typu biznes?

− Tak, to jedyny tego rodzaju projekt w Polsce. Dodatkowo unikalny na skalę światową. Pomysł pojawił się w naszych głowach w podróży. Wracaliśmy z Krzysztofem Stefankiem, moim wspólnikiem, z wyjazdu służbowego do Berlina i rozmawialiśmy o tym, że w Polsce brakuje innowacyjnych rozwiązań z zakresu fizjoterapii. Nie ma punktów, które zajmują się na bieżąco osobami trenującymi w miejscach, w których ćwiczą. Na siłowniach jest jedynie możliwość konsultacji z trenerem personalnym. Nie pomoże on jednak wyleczyć kontuzji, nie poprowadzi rehabilitacji, a nierzadko nawet nie ma odpowiedniej wiedzy, jak zapobiegać urazom. Jako że w podobnym czasie nasi znajomi otworzyli box crossfitowy, Crossfit Elektromoc na warszawskich Bielanach, od słowa do słowa stwierdziliśmy, że to jest ta nisza, którą zapełnimy. W tym właśnie miejscu uruchomiliśmy nasz pierwszy punkt.

Dlaczego zdecydowaliście się oferować swoje usługi akurat przy boxach crossfitowych?

− Jak wspomnieliśmy wcześniej, wykorzystaliśmy to, że znajomi otwierali swój box i zgodzili się na współpracę z nami. Nie był to jednak jedyny powód. Crossfit to kompilacja wielu dyscyplin, która czerpie to, co najlepsze z różnych treningów. Podobnie jest z nami. Stworzyliśmy własną, autorską metodę terapii, którą nazwaliśmy AMTS (Advanced Movement Therapy System). Łączymy w niej elementy wielu terapii, które naszym zdaniem dają najlepsze efekty, z wiedzą z zakresu nowoczesnego przygotowania motorycznego. Z drugiej strony zdajemy też sobie sprawę, jak bardzo kontuzjogenny jest crossfit. Wynika to przede wszystkim z tego, że w ten rodzaj treningu wpleciony jest element rywalizacji. Zdarza się, że cierpi na tym technika. Dodatkowo pod wpływem coraz większych obciążeń treningowych uaktywniają się problemy, które w ciele mieliśmy od dawna, ale w życiu codziennym tego nie odczuwaliśmy. Mam tu na myśli chociażby niepełny zakres ruchu w stawach, dysbalans napięcia mięśniowego, zaburzenia ślizgu powięzi czy braki w kontroli ruchu. Te czynniki przekładają się na niekorzystną postawę ciała podczas ćwiczeń, a także w czasie odpoczynku. Ćwicząc bez korekcji wręcz prosisz się o kontuzję, a regeneracja przebiega wolniej.

Opowiedzcie coś więcej o metodzie AMTS. Na czym ona dokładnie polega?

− AMTS (czyli tłumacząc na polski − System Zaawansowanego Leczenia Ruchem) łączy w przemyślany sposób elementy różnych terapii z nowoczesną z zakresu przygotowania motorycznego. Efektem jest system czerpiący z synergii łączenia tych dwóch światów. Pacjent, który do nas przychodzi, otrzymuje kompleksową opiekę. Nasza praca, jako fizjoterapeutów, nie kończy się na wyeliminowaniu bólu, ale wówczas, gdy nasz podopieczny sam wie, co i jak robić, aby uchronić się przed kolejnym przeciążeniem czy kontuzją. Dopiero wtedy jest gotowy do kontynuowania treningów i poprawy swoich wyników. Przykładamy ogromną uwagę do profilaktyki i edukowania naszych pacjentów. Zadajemy im też prace domowe, czyli np. proste ćwiczenia, które mogą wykonywać w domu lub gdziekolwiek poza gabinetem. To też element edukacji. Chcemy, aby pacjenci potrafili przełożyć zdobyte umiejętności na swoje codzienne życie. Nawyk – to słowo jest kluczem w naszej metodzie. To, na co zwracamy jeszcze pacjentom baczną uwagę, to regeneracja. Mnóstwo osób jest nastawionych na szybkie osiąganie wyników i niestety zapomina o odpoczynku po treningu, a przecież jest on równie istotny, jak sam trening. Techniki relaksacyjne, choć wydają się proste, wymagają kogoś, kto profesjonalne poprowadzi taką odprężającą sesję. W skrócie można powiedzieć, że naszą działalność opieramy na trzech filarach: diagnoza, terapia, regeneracja.

Co was wyróżnia spośród mnóstwa innych gabinetów fizjoterapeutycznych? W jaki sposób opiekujecie się swoimi pacjentami?

− Jesteśmy w miejscu, w którym się ćwiczy, więc możemy zareagować natychmiast. To, co jeszcze nas wyróżnia, to filozofia. Chcemy dawać pacjentom coś więcej niż tradycyjna fizjoterapia. Gabinet TheraMoc to miejsce, w którym specjaliści nie tylko pomagają wyleczyć kontuzję, ale też instruują, jak prawidłowo wykonywać trening, by zminimalizować ryzyko kolejnej, odpowiadają na pytania jak odpoczywać, a nawet prowadzą dyskusje o sposobie odżywiania. Dla nas priorytetem jest edukacja. Propagujemy naszą wiedzę nie tylko wśród pacjentów, ale i wśród instruktorów. Nie boimy się nią dzielić, a także dyskutować na sporne tematy. Organizujemy warsztaty dla trenerów, podczas których podpowiadamy, jakie ćwiczenia mogą przydać się ćwiczącym pod kątem zapobiegania kontuzjom, a które można wpleść w plan treningowy – np. do rozgrzewek. Mamy wiedzę na ten temat, bo każdemu z nas sport jest bliski. Większość naszej załogi ukończyła AWF. Mimo że zespół TheraMoc stanowi wykwalifikowana kadra, zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy wszechmocni i że niektóre problemy wymagają konsultacji z lekarzem. Integralną częścią naszej oferty jest zaplecze medyczne w jednej z najlepszych klinik ortopedyczno-diagnostycznych w Warszawie – Sutherland Medical Center. Praca zespołowa jest jednym z najważniejszych filarów nowoczesnego leczenia.

Notabene koncepcja kompleksowej rehabilitacji, która jest obowiązującym systemem w wielu wysokorozwiniętych krajach na świecie, jest polskim tworem z lat 50. ubiegłego wieku.

Jacy ludzie są waszymi pacjentami? Czy tylko crossfiterzy? Jak ich pozyskujecie?

− Przychodzą do nas crossfiterzy, zwodnicy MMA, wszelkiej maści sportowcy, muzycy, ale także ich rodzice, dziadkowie, znajomi. Jak do nas trafiają? Głównie z polecenia. Czasem starsi ludzie dziwią się, że na terapię idą „na siłownię”, ale kiedy pierwsze zdziwienie mija, są miło zaskoczeni, a specyficzna lokalizacja dodaje terapii wyjątkowości. Jako ciekawostkę dodam, że mój wspólnik, Krzysiek Stefanek, opiekuje się grupą muzyków z Lutoslawski Youth Orchestra. Jeździ z nimi na obozy oraz trasy koncertowe, prowadząc terapię, poranne rozruchy a także edukując pod kątem tego, jak funkcjonuje ciało.

Często zgłaszają się do nas zawodnicy crossfit, ale także ludzie trenujący tę dyscyplinę amatorsko, którzy pracują na swój „PR”, czyli personal record. Długo ćwiczą, jednak z jakichś powodów w pewnym momencie czują, że stoją w miejscu, nie potrafią poprawić swoich wyników. Okazuje się, że zazwyczaj jest to kwestia osłabionych lub przykurczonych partii mięśniowych. Wystarczy nad nimi popracować i progres w treningu staje się osiągalny. Naszym podopiecznym jest m.in. Bartłomiej Lipka (crossfit R99), najlepszy zawodnik crossfit w Polsce.

Jak oceniacie pierwszy rok swojej działalności? Jakie macie plany na przyszłość?

− Wystartowaliśmy rok temu z jednym gabinetem i nie byliśmy pewni, jak się to przyjmie. Udało się. TheraMoc to w tej chwili już trzy gabinety i kolejne są w planach. Widzimy duży potencjał dla naszego biznesu. Klientów przybywa – stąd decyzja o inwestowaniu w kolejne lokalizacje. Mamy w planach dotrzeć z naszym projektem także do klubów fitness. Być może także do biur. Co z tego wyniknie, zobaczymy.

Trzymamy zatem kciuki i życzymy powodzenia.

Fot. Zofia Kowalczyk