Trener na kozetce

Praca trenera personalnego to wbrew pozorom nie idylla. Pomijając fakt konieczności zdobycia solidnej wiedzy, pozwalającej na bezpieczną pracę z drugim człowiekiem, trenerzy personalni – jak wynika z moich obserwacji – znajdują się pod nieustanną presją. Ktoś może w tym momencie zapytać ze zdziwieniem: jaką? Presją idealnej sylwetki, spektakularnych efektów swoich podopiecznych – najlepiej w jak najkrótszym czasie, do tego dochodzi nacisk na wyniki sprzedażowe i czas, którego ciągle brakuje. A przecież jesteśmy tylko ludźmi…

 

Siedem lat temu trafiłam na zajęcia fitness, niedługo potem zdecydowałam się zostać instruktorem, a później trenerem personalnym. Moja historia przypomina zapewne początki niejednego z trenerów. Podobnie jak wielu z nich wyobrażałam sobie, że po ukończeniu kursu rozpocznę ekscytujące życie zawodowe idealne połączenie pracy i pasji. Na własnej skórze przekonałam się jednak, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Nie jest tak, że po skończeniu kursu ustawiają się do ciebie kolejki ludzi, a ty masz pracy (i pieniędzy) w bród. Po odebraniu dyplomu trenerzy często zderzają się z brutalną rzeczywistością, nie wiedzą, jak pozyskiwać klientów, jak się promować, czy się do tego w ogóle nadają, czy jest dla nich miejsce na pełnym konkurencji rynku. Sama zadawałam sobie takie pytania, a teraz zadają mi je trenerzy, z którymi współpracuję jako coach. Od 3 lat prowadzę firmę Your Perfect PT. Początkowo moja działalność była związana ze szkoleniami z zakresu sprzedaży treningów personalnych. Rok temu, po narodzinach córki, musiałam jednak zrezygnować z prowadzenia szkoleń. Pojawił się pomysł współpracy coachingowej z czynnymi zawodowo trenerami. Pierwszą klientką była Marta, uczestniczka szkolenia podstawowego dla trenerów, na którym prowadziłam część dotyczącą sprzedaży treningów personalnych. Marta podkreślała, że współpraca ze mną zaowocowała nabraniem większej pewności siebie i większą motywacją. Przełożyło się to na efekty jej pracy. Zauważyli to inni i pytali, w jaki sposób tego dokonała. Tą drogą właśnie, poprzez polecenia, trafiają do mnie klienci. Swoją wiedzą i doświadczeniem dzielę się także na portalach społecznościowych. Mam swój fanpage, a także grupę na Facebooku, do której zaprosiłam trenerów i instruktorów. Najpierw znajomych, potem ich znajomych. W tej chwili grupa liczy ok. 1500 osób i ciągle rośnie. Można tu się zwrócić o pomoc z problemem, a wsparcie oferuję nie tylko ja, ale też inni członkowie grupy.

 

Potrzeba matką wynalazku

Jak wygląda moja praca? Po co to robię? Wychodzę z założenia, że każdy z nas na pewnym etapie swojej ścieżki zawodowej potrzebuje wsparcia jakiegoś mentora, czyli osoby, która poprowadzi za rękę. Niektórzy potrzebują tego na początku, aby wystartować. Inni w trakcie, bo przykładowo czują się zmęczeni, wypaleni, zdemotywowani. W firmach taką osobą często jest menedżer. Może nie mieć przygotowania z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi, ale istotny jest sam fakt, że jest i w razie potrzeby może służyć pomocą. Trenerzy często są pozostawieni samym sobie, zwłaszcza ci, którzy pracują na swojej działalności.

Osoba, która ukończyła kurs podstawowy i otrzymała uprawnienia, nierzadko nie ma pomysłu, co robić dalej, jak zdobywać klientów lub jak wycenić swoje usługi itp. W takim wypadku może liczyć na moją pomoc. Wśród moich klientów jest wielu takich, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z zawodem trenera personalnego, ale mam też osoby, które pracują latami, jednak gdzieś po drodze zatraciły się w tym zawodzie, straciły motywację, chęć do pracy, nie mają celów. Krótko mówiąc – wypaliły się. Zaczynałam od jednej osoby, wspomnianej wcześniej Marty. Dość szybko zaczęli się pojawiać kolejni trenerzy. W tym momencie mam około 37 podopiecznych w całej Polsce. Są wśród nich zarówno trenerzy pracujący w klubach, jak i osoby prowadzące własne studia treningowe. Pracujemy najczęściej przez internet lub telefon (mnie, jako młodej mamie, trudno się wyrwać na dłużej z domu). Są to godzinne sesje raz lub dwa razy w tygodniu w zależności od potrzeb danego klienta.

 

Umieć się sprzedać

Podstawą mojej pracy z klientem jest indywidualne szkolenie sprzedażowe. Dlaczego akurat to? Dla większości trenerów celem jest niezależność finansowa, co jest całkiem zrozumiałe. Tutaj pojawiają się jednak problemy. Najczęstsze z nich to brak pomysłu na to, jak się sprzedać, jak ustalić cennik swoich usług, jak dotrzeć do klienta, jak być konkurencyjnym na rynku, jak zbudować swoją markę. Dość często pojawia się jeszcze jeden – brak wiary w siebie. Na te wszystkie problemy wspólnie szukamy rozwiązań. Nigdy nie daję gotowych recept. Staram się, by każdy z moich podopiecznych, wykorzystując swój własny potencjał, potrafił znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji. Sprzedaż treningów personalnych jest moim konikiem od lat. W 2012 roku zostałam pracownikiem roku jednej z sieci klubów fitness – właśnie za wybitne wyniki sprzedażowe. Opracowałam schemat 10 kroków, które sprawiają, że konsultacja w 95 proc. kończy się sukcesem. Są trenerzy, którzy już po czterech spotkaniach ze mną sprzedają po 100 treningów w ciągu tygodnia, ale są też tacy, u których ten proces trwa dłużej. Z moich obserwacji wynika, że wielkim problemem jest brak świadomości, czym tak naprawdę jest trening personalny i co właściwie daje klientom. Nad tym mocno pracujemy.

 

Obudzić potencjał

Wśród moich podopiecznych są, tak jak wcześniej wspomniałam, zarówno osoby świeżo po kursach podstawowych, jak i trenerzy z dużym doświadczeniem, pracujący w zawodzie od wielu lat. Im także zdarzają się kryzysy. Najważniejsze w tej pracy jest dla mnie to, że niezależnie od tego, z kim pracuję, z nowicjuszem czy doświadczonym trenerem, u każdego da się dostrzec obszary, które można udoskonalić. W każdym z nas drzemie potencjał, jednak u wielu osób z jakichś przyczyn jest głęboko uśpiony. Wierzę w każdego z moich podopiecznych całym sercem. I tutaj, jak myślę, tkwi sukces mojej profesji. Wierzę w nich, akceptuję takimi, jakimi są, wspieram w niepowodzeniach i cieszę się z każdego najmniejszego sukcesu. Utwierdzam ich w przekonaniu, że to, co robią, jest słuszne, lub – wręcz przeciwnie – zwracam uwagę na to, co robią źle. Interweniuję, gdy przestają myśleć o własnych klientach, skupiając się zbyt mocno na kwestiach finansowych. Niestety, zdarzają się też sytuacje, w których odmawiam współpracy. Jeśli czuję, że trenerowi nie zależy na tym, by pomóc drugiemu człowiekowi, nie podejmuję współpracy. Dlaczego? Ponieważ my pracujemy z ludźmi. Człowiek to organizm, który można uszkodzić w sferze fizycznej i skrzywdzić w sferze mentalnej. Z racji wykształcenia psychologicznego i doświadczenia trenerskiego cechuje mnie zamiłowanie do holistycznego podejścia do klienta. W pracy z trenerami kładę szczególny nacisk na to, by własnych klientów traktowali przede wszystkim jako ludzi, a nie portfel z pieniędzmi. Niewątpliwie pomocne mojej w pracy jest doświadczenie, jakie zdobyłam, będąc trenerem personalnym. Do tej pory prowadzę treningi, żeby być na bieżąco.

Satysfakcja z osiągnięcia celów moich podopiecznych jest ogromna. Potwierdza się tutaj moje przekonanie, że kwestia zaistnienia na rynku to nie jest temat na jedno kilkugodzinne szkolenie. To nieustanna praca trenera, do której potrzebuje motywatora. Motywacja nie jest dana nikomu raz na zawsze, ani naszym klientom, ani nam samym.

Jakie mam plany na przyszłość? Przede wszystkim chcę ukończyć zaplanowane szkolenia z zakresu psychologii oraz biznesowe dla trenerów personalnych. Ruszyła strona internetowa, którą sukcesywnie będę rozbudowywała. Chcę dalej być przykładem i wsparciem dla moich trenerów.

 

Fot. Katarzyna Figuła