Trener personalny – jednoosobowa grupa wsparcia

Oni i my. Oni – piękni, młodzi, wysportowani i pewni siebie. My – model kanapowy, obły, ze wstrętem do wysiłku wszelakiego. Oni uzbrojeni w wiedzę i umiejętności, my w lęki i słabości. Teoretycznie ogień i woda, przeciwności, których nie da się połączyć. Teoretycznie… A praktycznie? Przychodzi klient do trenera personalnego i… zaczynają się schody. Do rozmowy o lękach, wstydzie, relacji trener – klient i szukaniu idealnej drogi do celu usiadły trenerka personalna i jej klientka.

Beata Maly: Na początek mały stereotyp. Siedzę na kanapie, zajadam smutki kolejnym ciastkiem bądź kostką czekolady i rozmyślam o tym, że od jutra zaczynam się odchudzać. Oczywiście skoro od jutra, to dziś pofolguję sobie na zapas. Plan jest taki – schudnę kilka kilogramów, to pójdę na siłownię. Przecież nie pokażę się tym wszystkim pięknym, szczupłym ludziom w rozmiarze XXL. Będzie wstyd…

Małgorzata Wolniewicz-Feder: – Mogę ze swojej strony internetowej czy profilu na portalu społecznościowym bardzo długo przemawiać, namawiać i tłumaczyć ci, że twoje lęki, wstyd są zupełnie bezpodstawne. Jest szansa, że uwierzysz, ale sama przyznaj, szybciej przekonasz się, jeśli ktoś z podobnymi obawami, ktoś kogo znasz, powie ci, że nie masz podstaw do strachu. Ty nie miałaś takich lęków? Przecież jakoś do mnie trafiłaś.

Miałam, mam i pewno długo mieć będę. Na szczęście potrzeba zmiany była silniejsza niż lęk. Dlatego zaczęłam szukać i znalazłam ciebie.

– I co spowodowało, że wybrałaś mnie?

Intuicja? Sama nie wiem. Coś mnie przyciągnęło właśnie do ciebie. Owszem, były kryteria bardzo przyziemne – miałam blisko do twojego klubu, podobała mi się strona internetowa, przekonywały mnie opisy treningów, a twoja twarz na zdjęciu budziła zaufanie, miałaś ładny uśmiech. Pamiętam, że pomyślałam, że chciałabym wyglądać tak, jak ty, a potem, że życie jest naprawdę niesprawiedliwe, że aby spełnić swoje marzenia, muszę patrzeć na ciebie – żywy wyrzut sumienia dla wszystkich grubasów.

– I tak postanowiłaś się zbliżyć do swojego największego wroga…

Coś w tym jest. Tylko z drugiej strony jak już szłam, to miałam duszę na ramieniu. Wiedziałam, że czeka mnie spotkanie z atrakcyjną, wysportowaną osobą. A ja? Jestem zwyczajnie gruba, nie pamiętam, kiedy ćwiczyłam, swoją sprawność w skali od 1 do 10 oceniam na minus 5. Byłam więc przekonana, że na dzień dobry mnie ocenisz, zapytasz, jakim cudem doprowadziłam się do takiego stanu…

– Jeśli już komuś uda się pokonać lęk na tyle, by przekroczyć próg mojego klubu, to na pewno nie będziemy koncentrować się na tym, jak wygląda. Staram się zbudować zaufanie, sprawić, by ta osoba się otworzyła. Jeśli to mi się uda, to sama praca staje się bardzo łatwa. Najtrudniejsze jest sprawienie, by taka osoba chciała do mnie przyjść i chciała pozwolić sobie pomóc.

Skoro cię wybrałam, to znaczy, że ufam w twoją fachowość…

– Mówię tu o zupełnie innym rodzaju zaufania. Jako twój trener personalny staram się zbudować to zaufanie na takim poziomie, byś chciała powiedzieć o sprawach czasem bardzo trudnych dla ciebie, opowiedzieć mi o swoich lękach.

O, kochana, zanim dokopiesz się do moich lęków i słabości, które pewnie mają decydujące znaczenie w tym, jak wyglądam, jak jem, czy jaki mam stosunek do aktywności fizycznej, musisz przebić się przez lęk podstawowy. Strach przed oceną, tym, że wydam ci się śmieszna, zaniedbana, gorsza… Bo przecież ja sama tak o sobie myślę…

– Trudno jest przełamać ten stereotyp. Nie oceniamy ludzi, którzy do nas trafiają. Idea treningu personalnego to coś więcej niż indywidulanie dobrane ćwiczenia, wykonywane pod czujnym okiem fachowca. Lęk przed oceną z mojej strony to trochę tak, jak strach przed oceną u lekarza. Do lekarza idziesz, bo masz problem i oczekujesz pomocy, z tych samych powodów przychodzisz do mnie. A ja nie mam prawa cię ocenić. Nikt nie ma. Zastanawiałaś się kiedyś, co musiałoby się stać, byś po pierwszej wizycie w klubie nie chciała do mnie wrócić?

Wystarczyłoby, bym poczuła, że patrzysz na mnie z pobłażaniem bądź litością, żebym w twoim głosie wyczuła lekceważenie bądź krytykę. Nigdy więcej byś mnie nie zobaczyła. Podobnie byłoby, gdybym przez przypadek usłyszała chociażby rozmowę w recepcji czy uwagi trenerów o innych klientach. Straciłabym resztki jakiejkolwiek pewności siebie i śladowe poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej strony nie chce mi się wierzyć, że w całej swojej karierze nie powiedziałaś nikomu, że jest gruby albo że źle wygląda.
– Nigdy nie powiedziałam. To słowo nie funkcjonuje w moim słowniku. Mogę powiedzieć, że ktoś ma nadwagę czy jest otyły.

Jak ktoś waży znacznie ponad normę, to jest gruby…
– Nie. Ma nadwagę bądź jest otyły, a jego masa ciała z czegoś wynika. To właśnie podczas pierwszego spotkania z klientem, kiedy wypełniamy kwestionariusz, rozmawiamy, przeprowadzamy pomiary i pierwszy trening, ja zbieram informacje, które pozwolą mi zbudować zaufanie, otworzyć go do dalszej pracy.

Czego chcesz się ode mnie dowiedzieć podczas tych pierwszych kilkudziesięciu minut naszej rozmowy?
– Przede wszystkim, dlaczego nie ćwiczyłaś wcześniej, dlaczego jesz za dużo, dlaczego masz złe nawyki, co cię powstrzymuje przed zmianą i co się zmieni w twoim życiu, jeśli zaczniesz ćwiczyć.

I to ci się udaje?
– Różnie. Zdarza się, że trafiają do mnie osoby tak zamknięte, że nie jestem w stanie z nimi pracować. Potrzebują pomocy psychologa czy psychiatry. Czasem oddaję klienta innemu trenerowi, bo ja nie potrafię do niego dotrzeć. Mam takie podopieczne, w których można czytać jak w otwartych książkach, choć wszystkiego nigdy nie można być pewnym. Są też takie osoby, które pieczołowicie budują fasadę, udają, ponieważ boją się, że dotknę właściwego problemu

Jak ja bym chciała mówić o problemach, to poszłabym do psychologa albo spowiednika. Do trenera idę po to, by mnie odchudził. Najlepiej 40 kg w miesiąc, bezboleśnie i raz na zawsze.
– Uwierz mi, póki nie dotrzemy do tego, co cię napędza, a co blokuje, nie osiągniemy celu. Dodam – realnego celu. Twoje szanse na trwałą zmianę, polepszenie życia maleją w kosmicznym tempie w chwili, gdy mnie od siebie odizolujesz i z całej oferty, którą dla ciebie mam, weźmiesz jedynie instruktaż prawidłowo wykonanych, odpowiednich dla ciebie ćwiczeń. Pamiętaj, że to usługa ekskluzywna, w ramach której dostajesz kompleksową pomoc – wsparcie żywieniowe, treningowe, fizjoterapeutyczne, ale i lekarskie czy wizerunkowe. Założę się, że przychodząc do klubu i decydując się na trening personalny, nie wiedziałaś tak naprawdę, na co się piszesz.

To fakt. Wydawało mi się, że rzecz w tym, że przez godzinę będę cię miała na wyłączność i porządnie mnie przypilnujesz, bym nie zrobiła sobie krzywdy ćwicząc.
– Gdyby to miały być tylko ćwiczenia, to nieuczciwe byłoby brać za tę usługę znacznie więcej niż za karnet w treningu grupowym.

Bonusem jest również fakt, że nikt na mnie nie patrzy jak się spocę, jestem cała czerwona, nie daję rady przy kolejnym powtórzeniu i wyglądam średnio estetycznie, targając swoją nadwagę po sali.
– I wracamy do punktu wyjścia. Muszę cię poznać, wiedzieć, że komfortowo czujesz się jedynie w sytuacji, gdy nikt nie ma nawet szans patrzeć, jak ćwiczysz. Mam takich klientów, z którymi zamykam się w pomieszczeniu odizolowanym od reszty klubu, są tacy, z którymi umawiam się w godzinach, w których nikogo prócz nas nie będzie w całym klubie, bo stresujące jest dla nich nawet spotkanie z inną osobą w szatni. Pracując z tobą wiem, kiedy powinnam cię docisnąć, a kiedy ci odpuścić, kiedy masz gorszy dzień i potrzebujesz zupełnie innego treningu, niż zaplanowałam, a kiedy jesteś królem świata i możesz pokonać kolejną granicę. To wszystko jednak opiera się na wzajemnym zaufaniu.

Wzajemnym, czyli nie tylko ja powinnam otworzyć się przed tobą.
– Nie zaprzyjaźniam się ze swoimi klientami, choć przyznaję, są wyjątki. Faktem jednak jest, że też się przed nimi odsłaniam. Pokazuję, że nie jestem idealna, że mam wady, słabości. Dbam jednak o to, by ten stosunek był 1 do 3 – jedną informację o sobie daję ja, trzy dajesz ty.

Przyznaję, gdyby nie ta relacja, to pewnie w chwili wielkiego kryzysu bym sobie odpuściła, nie wróciła nigdy więcej, ale powstrzymuje mnie myśl, że cię rozczaruję, że we mnie wierzysz, od początku wierzyłaś bardziej niż ja sama…
– Czy to nie jest tak, że osoby z nadwagą bardzo nie lubią poczucia rozczarowania?

A ty lubisz?
– Nie.

To wyobraź sobie, że za każdym razem, gdy patrzę w lustro, mierzę spodnie bądź wchodzę na wagę, jestem sama sobą rozczarowana, to po co mam sobie dokładać rozczarowywaniem innych?
– Dotknęłaś kluczowej roli trenera. Jesteśmy uczeni twardych, treningowych umiejętności. Nikt nas nie uczy empatii w stosunku do swoich podopiecznych, a tak naprawdę to jest klucz do tego, by osiągnąć sukces w pracy z klientem. Ten lęk przed rozczarowaniem przytrzymał cię w klubie na dłużej?

Też. Przede wszystkim jednak to, że dla ciebie, dla trenerów, z którymi pracuję, nie jestem kolejną, anonimową osobą. Oni doskonale wiedzą, że nie zmotywują mnie wywieraniem presji, mimo że obserwuję, że na innych to działa. Mało – wiedzą, jak mam na imię, jaką muzykę do ćwiczeń lubię, jak wygląda mój rozkład dnia, a nawet tygodnia i jak w związku z tym rozkładają się moje siły, energia. Pamiętają, jakie mam zainteresowania, jakie zwierzęta domowe i hobby. Dają mi poczucie, że jestem dla nich ważna. To czasem więcej, niż dostajemy od najbliższego otoczenia.
– To, co mówisz, to dla wszystkich trenerów personalnych wyjątkowo ważna informacja. Układając nasze cele biznesowe, sprzedażowe, musimy pamiętać, że za dużo klientów zabierze nam możliwość zbudowana takiej relacji, fizycznie nie będziemy mieli możliwości dać im tego, co napędza, motywuje i trzyma przy wyborze, którego dokonali.

 

Fot. archiwum Fitness Tribe