Zdrowie przede wszystkim

„Nasze studio to 80 mkw. i nasze głowy, które opracowują plany treningowe zgodnie z zapotrzebowaniem podopiecznych” – o miejscu, w którym realizacja własnych trenerskich ambicji łączy się z ambicjami klientów, rozmawiamy z Maciejem Bychem i Joanną Tybulczuk, właścicielami Studia Treningu Osobistego w Oławie.

Nazwa „Studio Treningu Osobistego” może sugerować waszą specjalizację w treningu personalnym, jednak w ofercie studia są również zajęcia grupowe. Co was odróżnia od standardowego klubu fitness?

− Nazwa naszego studia celowo zawiera słowa trening osobisty z bardzo prostego powodu – każdy podopieczny jest traktowany przez nas personalnie. 60 proc. czasu poświęcamy na treningi personalne, a pozostałe 40 proc. to zajęcia dla małych grup prowadzonych jednak w koncepcji treningu personalnego. Każdy klient studia jest precyzyjnie diagnozowany pod względem zdrowotnym, żywieniowym i motorycznym. Na podstawie uzyskanych informacji dobieramy taki model postępowania, jaki pozwoli zrealizować założone cele w skuteczny i bezpieczny sposób. Co nas wyróżnia? Przede wszystkim to, że jako opiekunowie i trenerzy nigdy nie ćwiczymy z podopiecznymi − ten czas należy do nich. Naszym zadaniem jest przygotowanie zadań dla poszczególnych osób w grupie, objaśnienie i dopilnowanie, by zostały wykonane w sposób dokładny, skuteczny, zgodny z celami.

Jak się zaczęło spełniać wasze marzenie o takim miejscu?

− Pomysł na studio zrodził się 5 lat temu, kiedy powróciłem zawodowo do trenerstwa i rozpocząłem pracę w fitnessie. Prawdę mówiąc, był to okres, kiedy niewielu właścicieli klubów wierzyło w moją wizję i żaden z nich nie podjął wyzwania współpracy. Kolejne próby zbudowania takiej placówki zmobilizowały mnie do otworzenia własnego miejsca, gdzie będę mógł realizować swoją wizję pomagania ludziom, którzy zdecydowali się żyć zdrowo. W 2011 roku, kiedy rozpoczęła się budowa krytej pływalni miejskiej w Oławie, dowiedziałem się, że w obiekcie zaplanowana jest także sala fitness. Za każdym razem, kiedy tamtędy przechodziłem (pracowałem w siłowni kilkadziesiąt metrów obok), wyobrażałem sobie, co zrobię, jeśli uda mi się to miejsce wynająć. Udało się, mija już blisko 2,5 roku, jak pracujemy w nim z licznymi sukcesami. Każdego dnia pomagamy ludziom na nowej, zdrowej drodze życia. Zarażamy naszą pasją i miłością do ruchu, ponieważ mamy liczne doświadczenia zdrowotne i wiemy, jak cenne jest życie fit.

Kim są wasi klienci? Jakie mają potrzeby? W jaki sposób do was trafiają?

− Rozpoczynając karierę trenerską wyobrażałem sobie, że będę człowiekiem od pięknych kulturystycznych sylwetek (śmiech). Jak się szybko okazało, to zupełnie nie moja „para kaloszy”, a klienci, którzy zaczęli się do nas zgłaszać, utwierdzili mnie w przekonaniu, że moja rola jest zupełnie inna. Przeszedłem wiele komplikacji zdrowotnych, począwszy od skręconych obu kolan, skończywszy na dyskopatii i wypuklinie kręgosłupa. Miałem także sporą nadwagę, której nabawiłem się tuż po studiach. Opracowując strategię zdrowotną dla siebie, spotkałem na swojej drodze klientów z podobnymi przypadłościami. Kiedy okazało się, że moje koncepcje treningowe działają także w przypadku klientów, postanowiłem zajmować się tymi problemami zdrowotnymi, z którymi sam sobie poradziłem. W ten sposób wyklarował się kierunek naszej działalności. Z czasem okazało się, że moje umiejętności mają liczne ograniczenia i rozpoczął się nieustanny proces dokształcania. Obecnie oprócz licznych szkoleń, w których uczestniczę, kończę dwa kierunki studiów – terapię przez ruch oraz dietetykę w sporcie. Nasi klienci w 90 proc. trafiają do nas z polecenia innych osób. Dlatego nie zajmujemy się standardowym marketingiem. Moja strona internetowa nie działa już od 2 miesięcy… Wolimy wydawać pieniądze na edukację.

Treningi personalne, zajęcia grupowe, praca z osobami przygotowującymi się do zawodów biegowych, triathlonu, a nawet z młodymi piłkarzami. Sporo się dzieje, jak na tak małą powierzchnię. Pokazuje to jednak, że można. Jaka jest recepta na sukces?

− No właśnie, sporo się dzieje. Pracujemy od 7 rano nawet do 23 z przerwą w południe na obiad. Oprócz tego prowadzimy bezpłatne prelekcje w szkołach i przedszkolach, organizujemy bezpłatne kursy odchudzania, a także udzielamy się w sportach amatorskich jako zawodnicy. Nasze studio to 80 mkw. i nasze głowy, które opracowują plany treningowe zgodnie z zapotrzebowaniem naszych podopiecznych. Wiemy, jaka jest nasza rola w życiu osób, które do nas trafiają. My nie oferujemy pięknych sylwetek, cudownych przemian w ciągu 3 miesięcy, ciężkich treningów do upadku czy redukcji na poziomie 1200 kcal. Naszym zadaniem jest przygotowanie klienta do samodzielnego, zdrowego i świadomego życia. Ludzie nam ufają, bo otrzymują nas prawdziwych. Nie pompujemy sylwetek, nie niszczymy organizmu dla chwilowego efektu. Nasz wspólny cel to zdrowe życie na całe ŻYCIE! Edukujemy się na bieżąco, ponieważ każdego dnia pojawiają się nowe informacje o reakcji ludzkiego organizmu na bodziec treningowy czy też żywieniowy. Ludzie zostają z nami na kilka lat. Chcemy, by byli w bezpiecznym miejscu i przygotowujemy się do tego każdego dnia. Myślę, że to jest recepta na sukces – jesteśmy dla swoich podopiecznych i rośniemy tylko wtedy, gdy oni osiągają sukcesy. Każdego dnia obserwuję Endomondo i serce się raduje, kiedy widzę regularną aktywność naszych klientów. Ale najbardziej cieszy mnie to, że aktywne są osoby, które już z nami nie trenują, tylko realizują się same. To znaczy, że coś się nam udało zmienić w ich życiu.

Do treningów z różnymi grupami klientów potrzebny jest odpowiednio urozmaicony sprzęt. Jaki sprzęt znajduje się na wyposażeniu studia i czy była to kosztowna inwestycja?

− Do treningu z różnymi grupami potrzebna jest przede wszystkich kreatywność trenera i wiedza. Aby zaplanować dobry trening i umiejscowić go w periodyzacji celów, nie jest potrzebny żaden wyspecjalizowany sprzęt. Oczywiście wspieramy się sprzętem, takim jak: TRX, bieżnia, odważniki ketlebells, piłki gimnastyczne, ławki, sztangi, rollery, płotki, wioślarz, ekspander, minibandy, piłeczki rehabilitacyjne, stabilizery, urządzenia sensomotoryczne, kamery wideo, bosu i wiele innych. Posiadamy także specjalną podłogę gumowaną, która jest przytulna i pozwala na trening boso. Kosztowało nas to około 60 000 zł. Jednak najdroższe jest nasze know-how, które kosztuje nas rocznie około 25 000 złotych.

Obok treningów w ofercie studia są także porady żywieniowe. Kto i w jaki sposób się tym zajmuje?

− Obok usług treningowych równolegle prowadzimy poradnię dietetyczną pod szyldem ogólnopolskiej sieci Fitdietetyk.pl. Od 2 lat regularnie szkolimy się w tym zakresie. W czerwcu tego roku kończę studia podyplomowe: Żywienie i suplementacja w sporcie. A na jesieni tego roku planuję otworzyć przewód doktorski na rodzimej uczelni AWF Wrocław w zakładzie dietetyki Katedry Biologicznych Podstaw Sportu. Chcę opracować autorski system pracy z nadwagą i otyłością oraz zgłębić żywienie w sportach wytrzymałościowych, takich, jak biegi maratońskie, ultramaratony i triathlon.

Z waszego fanpage’a na Facebooku wynika, że bardzo aktywnie angażujecie się w różnego rodzaju inicjatywy sportowe na terenie Oławy. W jaki sposób zachęcacie mieszkańców do aktywności fizycznej?

− Jak już wcześniej mówiłem, naszym celem jest bezpieczne wdrażanie ludzi do aktywności ruchowej. Jednym z głównych elementów zachęty do takiej aktywności jest organizacja imprez rekreacyjnych. W tym celu założyliśmy stowarzyszenie i dzięki niemu bezpłatnie organizujemy akcje prozdrowotne. Pomagają nam w tym lokalne media, nasi podopieczni i obserwatorzy (także facebookowi). Jedną z najważniejszych cech, jaka nas charakteryzuje, jest kreatywność, jesteśmy pionierami w tym, co robimy i nie oglądamy się na nikogo. Chcemy pomagać ludziom i robimy to. Jedni drugim przekazują, zapraszają i tym sposobem jest nas coraz więcej. Oczywiście dochodzą do nas słuchy, że konkurenci nas naśladują, jeśli jednak ma to się przyczynić do zdrowia innych osób, to niech naśladują. Cel globalny i tak się realizuje.

 

Życzymy dalszych sukcesów!

Fot. archiwum własne Maciej Bych