Zorientowani na cel klienta

 

Na stronie internetowej studia Elite Zone wita odwiedzających bardzo klarowny przekaz: Rozpocznij z nami trening. Bez czarowania ozdobnikami, bez obiecywania złotych gór studio zachęca do podjęcia wyzwania. Swoją aktywnością na blogu, kanale youtube i na Facebooku konsekwentnie buduje wizerunek studia-eksperta. O pomyśle na miejsce z charakterem rozmawiam z Łukaszem Bortem, współwłaścicielem i trenerem Elite Zone w Warszawie.

 

Elite Zone to eleganckie miejsce z klimatem. Trzeba pasji i konsekwencji, żeby stworzyć takie miejsce. Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z fitnessem i treningiem?

− To było w szkole średniej. W ramach lekcji WF mieliśmy do wyboru treningi na siłowni lub grę w piłkę nożną. Wtedy nie miałem oczywiście pojęcia o treningu i odżywianiu. Treningi na siłowni uzupełniałem treningami sportów walki. Coraz bardziej interesowałem się metodyką treningu i w 2004 roku ukończyłem pierwszy kurs – instruktora kulturystyki. Od tamtej pory pracowałem w kilku warszawskich klubach na stanowisku trenera, jako doradca ds. suplementacji w sieci sklepów z odżywkami oraz prowadziłem własną działalność gospodarczą jako trener personalny. Po pewnym czasie dojrzałem jednak do decyzji otwarcia wraz ze wspólnikiem Miłoszem własnego studia treningowego.

Własne studio w centrum miasta, w którym czynsze nie należą do najniższych, to odważny krok i ryzyko. Nie wygodniej i bezpieczniej byłoby pracować dla jednego z renomowanych klubów?

− Zarówno zawodowo, jak i prywatnie dążę do ciągłego rozwoju i staram się być zawsze o krok przed innymi. Oczywiście wygodniej i bezpieczniej byłoby pracować dla kogoś, jednak chciałem tworzyć własne standardy oraz budować swoją markę. W dalszej perspektywie takie działanie jest bardziej korzystne niż praca w klubie, choć na początku nie było łatwo… Ryzyko zawsze istnieje, jednak trzeba wierzyć w siebie, we własne umiejętności i oczywiście odpowiednio zarządzać własnym biznesem. Z tego powodu w moim studiu istnieje podział obowiązków – ja zajmuję się częścią treningową, a mój wspólnik Miłosz częścią finansową i administracyjną. Dzięki temu mamy wszystko pod kontrolą. Inwestycję w pełni sfinansowaliśmy sami.

Warszawski  rynek fitness jest wyjątkowo bogaty. Ciągle otwiera się wiele ciekawych miejsc. Konkurencja depcze więc po palcach. Jaki jest twój pomysł na studio? Na czym polega wyjątkowość tego miejsca? I dlaczego akurat w tym miejscu?

− To prawda, że w Warszawie jest wiele nowych miejsc dla osób aktywnych fizycznie. To co nas wyróżnia to nastawienie na realizowanie celów naszych klientów. Tak jest w 90 proc. przypadków. Jeśli ktoś chce schudnąć 15 kg, wspólnie osiągamy ten cel. Jeśli ktoś chce grać lepiej w golfa, również służymy pomocą. Ktoś chce poprawić wydolność w sportach walki, nie ma problemu, też mu pomożemy. Drugą cechą, która nas wyróżnia, jest kameralność. Na sali nie ma tłoku, klienci nie muszą się przeciskać obok siebie czy czekać na sprzęt. Wszyscy czują się u nas swobodnie, bo panuje luźna, przyjacielska atmosfera. Mamy nawet swoją maskotkę, jest nią Coco – pies Miłosza, którą klienci bardzo lubią. Co do wyboru miejsca to szukaliśmy czegoś, co będzie miało wyższy standard, odpowiedni metraż oraz dobry dojazd. Właśnie z tego względu postawiliśmy na centrum.

Nazwa studia nie budzi skojarzeń z aktywnością fizyczną, ale określa grupę docelową. Informuje: tu spotyka się elita lub ci, którzy do niej aspirują. Do jakich klientów kierujesz swoją ofertę?

− Chociaż teraz trochę się to zmienia, w Polsce trening personalny uważany jest za usługę luksusową. Elite Zone ma kojarzyć się z wysoką jakością usług oraz z dbałością o klienta. Nasza grupa docelowa to osoby o wyższym statusie społecznym, aktywne fizycznie lub zaczynające przygodę ze sportem oraz świadome korzyści, jakie płyną z treningów personalnych.

Na siedzibę studia wybrałeś ekskluzywne wnętrza przedwojennej kamienicy w świetnej lokalizacji. To, jak wspomniałam wcześniej, odważny krok. Na czym polega koncepcja biznesowa odnoszącego sukcesy studia?
− U nas klient płaci nie za treningi, ale za ich efekty. I tym wygrywamy. Nie mamy karnetów czy też abonamentów, ale mimo to rachunek się zamyka. Specjalizujemy się w treningach personalnych i tylko taką usługę oferujemy. Uważam, że warto być specjalistą w jednej dziedzinie. Jeśli będzie takie zapotrzebowanie, w przyszłości być może wprowadzimy zajęcia w małych grupach, ale na razie nasi klienci wolą ćwiczyć 1:1.
W osiąganiu celów naszych podopiecznych pomaga nam starannie dobrany sprzęt. Jest to głównie sprzęt do treningu funkcjonalnego, ale również urządzenia cardio i wolne ciężary. Takie wyposażenie sali treningowej pozwala kształtować zarówno sportową sylwetkę, jak również zadbać o zdrowie czy poprawić sprawność klienta. W Elite Zone nie mogło zabraknąć takich akcesoriów, jak BOSU, TRX, Rip trainer, piłki gimnastyczne, rollery, minibands, aquabag. Jest to sprzęt, który doskonale odpowiada potrzebom naszych klientów.

Bardzo istotnym czynnikiem w każdym biznesie usługowym są ludzie. jaki jest wasz zespół? Czy korzystacie ze szkoleń? Jeśli tak, to z jakich i gdzie się szkolicie?

− Zespół to faktycznie bardzo ważny element biznesowej układanki. Zatrudniamy obecnie dwóch trenerów. Nasz zespół to osoby, które pasjonują się sportem, stale się rozwijają i dbają o swoich podopiecznych. Bardzo cenimy ich umiejętności komunikacji z klientami. Są one tak samo ważne jak wiedza merytoryczna. Jeśli chodzi o szkolenia, to oczywiście korzystamy. Wybieramy te, które mogą być przydatne w naszej codziennej pracy. Tak było np. ze szkoleniem FMS. Swoją wiedzę pogłębiamy również, sięgając po zagraniczną literaturę branżową, jeżdżąc na konwencje oraz targi, jak choćby FIBO.

Patrząc na rozwój Elite Zone nie sposób nie zapytać o plany na przyszłość. Myślisz o rozbudowie studia lub ekspansji w innej części miasta?

− Nie stoimy w miejscu. Nasze studio cały czas się rozwija, ciągle coś zmieniamy. Inwestujemy w nowy sprzęt oraz akcesoria treningowe, jak również w wystrój. Systematycznie ulepszamy też standardy obsługi oraz prowadzenia treningów. W niedalekiej przyszłości planujemy ekspansję na inne części miasta, ale nie zapeszajmy.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!

Fot. archiwum własne Elite Zone